Skip to content

Wiara

Wrzesień 22, 2010

Wiara


Dziś będzie o religiach, podejściu do tego całego padołu łez i życiu. Kolejny trudny temat, ale moim zdaniem ważny, więc jeśli kogoś interesują takie aspekty życia, zapraszam do czytania.

Zacznę może od określenia w co wierzę. Sprawa nie jest prosta. Mógł bym powiedzieć „wierzący, niepraktykujący”, ale to zbyt sztampowy tekst, poza tym zupełnie nie oddaje tego, co czuję. Jak większość mieszkańców tego kraju zostałem ochrzczony. Początkowo chodziłem do kościoła, wiadomo – z przymusu rodziców, uczęszczałem na lekcje religii, nawet paciorek mówiłem. Problem w tym, że nie rozumiałem sensu w tym wszystkim. Gdy trochę dojrzałem, zdałem sobie sprawę, że nie czuję się katolikiem. Zostałem zmuszony do wyznawania tej religii (o tym w ogólnym ujęciu później). Przez jakiś czas uznawałem się za ateistę, jednak w końcu doszedłem do wniosku… że życie bez wiary, w cokolwiek, nawet w latającego potwora spaghetti jest… trudne do przyjęcia, oczywiście mówię o moim przypadku. Już nie chodzi nawet o to, czy to prawda, czy nie. Chodzi o coś więcej. O wiarę, że jednak po coś istniejemy, że nie jesteśmy nieprawdopodobnym przypadkiem, ewenementem we wszechświecie.

Co mnie śmieszy, większość osób, nawet dorosłych – wyobraża sobie Boga jako staruszka z brodą, który siedzi na chmurkach. Nie muszę chyba mówić, że takie podejście jest po prostu śmieszne. Jak ja sobie wyobrażam Boga? Dla mnie to nad-istota, trudno mi o tym mówić, ja po prostu to czuję. Jakiś byt, który jest zarówno świadomy i nieświadomy(wiem że pieprzę), jest wszędzie, a zarówno nigdzie. Nie ma jakiejś cielesnej czy duchowej formy. Jest po prostu wszystkim i niczym zarazem. Taki obraz, pozwala mi wierzyć, że żyjemy jednak w jakimś celu, że jesteśmy tworem który coś czy ktoś stworzyło. I wiadomo, jakoś nie chciał bym się czuć po śmierci jak wyłączony telewizor. Może jednak coś tam jest?

Pisząc czy rozmawiając o religiach, trudno nie wspomnieć o ateistach. Najbardziej rozbraja mnie ich podejście. Zakładają fora internetowe, kluby, chwalą się wszędzie tym kim są. Czy to zachowanie nie jest zdeka dziecinne? Jeśli w nic nie wierzę, mam to w dupie, nie ma wiary, nie ma świętej księgi, o czym tu dyskutować? Po drugie, typowe stwierdzenie „nie wierzę w nic”, to mi się nie chce wierzyć że można „nie wierzyć w nic”. Człowiek musi w coś wierzyć, choćby w spełnienie marzeń, w swoich przyjaciół, w miłość, w cokolwiek. Życie bez tego, jest jak dla mnie – pozbawione najmniejszego sensu.

Teraz powrócę trochę do chrześcijaństwa. O ile nie uważam wcale tej religii za złą, są gorsze, uwierzcie, ale dużo rzeczy jest po prostu niedopuszczalnych. Najlepszy przykład, to chrzciny dziecka. Jak można zmusić nieświadomego niczego człowieka do przyjęcia religii, a potem pod przymusem wkuwać mu w głowę bzdury, bez zapytania o zgodę? Przez takie podejście, większość wyznawców tej religii, jest nimi tylko z nazwy, bo rodzice byli katolikami, no i trzeba iść do kościoła, dać na tacę, bo sąsiedzi będą mówili… Jak w takim społeczeństwie naprawdę wierzyć w tą religię? Albo sprawa Boga. Który jest wspaniały, miłosierny, ale jak źle przeżyjemy życie, będziemy smażyć się przez wieki w piekle, ale w końcu nas kocha. Czy to ma jakikolwiek sens?

Zauważyłem też pewną rzecz, na świecie są tysiące religii, nie uważacie iż to zabawne, że wyznawca każdej uważa że tylko jego jest prawdziwa? To oczywiste, w końcu na tym polega wiara, ale czy nie wydaje się wam, że ilość tych religii każe powątpiewać w prawdziwość i słuszność każdej z nich?

Czas powiedzieć nieco o tolerancji. Ogólnie nie spotykam się na co dzień z wyznawcami różnych religii, ale sądzę że nie miał bym problemu z takimi się zaprzyjaźnić. Gorzej z pewnymi religiami, które każą potępiać każdego niewiernego, vide Islam, który przechodzi właśnie średniowiecze, na tym przykładzie świetnie widać, do czego prowadzi fanatyzm religijny. Nie sprawiają mi problemu też ateiści, o ile naprawdę nimi są, z wyboru, a nie z powodu pustej głowy, no i klasycznej „mody”, i co ważne, tak jak wspomniałem wcześniej – nie unoszą się swoim brakiem wiary.

Chciałbym w jakiś zgrabny sposób podsumować te całe chaotyczne rozważania i przemyślenia. Nie będzie to jednak łatwe. Po prostu, jeśli w coś wierzysz – nie wstydź się tego, jeśli nie wierzysz, nie potępiaj wierzących. Ludzie szukają celu, nie ma w tym nic dziwnego i złego. To naturalna „reakcja na życie”. Nie ma co więcej tłumaczyć, niech każdy przemyśli sam, w co tak naprawdę wierzy. I czy w ogóle wierzy.

Advertisements

From → Felietony

6 komentarzy
  1. rdm permalink

    „Jest po prostu wszystkim i niczym zarazem” Czyli wracasz w pewnym sensie do poganizmu, wiara w naturę czyli naszym bogiem jest wszystko :) Ale to takie moje subiektywne spostrzeżenie.

    Co do chrztu dzieci i wysyłania ich do Kościoła na silę też jestem bardzo przeciwko, cytując Subhumans
    „No I don’t believe in religion
    I was forced to go to church, I wasn’t told why ”
    i to się tak ima, wysyłają nas do Kościoła a na pytanie „po co?” nie padały żadne odpowiedzi tylko idiotyczne „bo tak”

    Co do ateizmu, dla mnie wiara jest jak miłość, to się po prostu czuje, że musisz być przy drugiej osobie (w tym przypadku Bogu) i że ona będzie przy Tobie, na dobre i na złe. Ja nie czuje tej więzi, tak podsumuje mój „ateizm”. Imho wiara jest raczej zbiorem nakazów które mają trzymać społeczeństwo w ryzach, bo większości jak nie nakażesz to kiła mogiła :]

    Pozdrówka

    • Nie chcę tego za bardzo nazywać. Czuję to w sobie, nie przeczytałem tego w Wikipedii czy nie usłyszałem w szkole xD

  2. McFlash permalink

    „O wiarę, że jednak po coś istniejemy, że nie jesteśmy nieprawdopodobnym przypadkiem, ewenementem we wszechświecie.” – brutalne słowa oddają me myśli na temat ów: nie obchodzi mnie to. Dopóki sprawy wszechświata i celowość naszego istnienia nie zapukają do mych drzwi, nie będę się nimi zajmował. To wielkie rzeczy. Na tyle wielkie, że nie mają znaczenia dla ludzi, a ci którzy im się poświęcili, wiele nie zrobili.
    Cel nie jest ważny. Życie jest jak książka – może powstać ot tak sobie (bez nadistoty), ale czyta się ją znakomicie. Może jednak powstać w celu pokazania czegoś i wyjdzie crap. Wolę tą pierwszą wersję i żyć tak, jak ja chcę.Przy okazji: jeśli nie znam celu swego życia, to jaka jest szansa na jego osiągnięcie? ;>

    „Co mnie śmieszy, większość osób, nawet dorosłych – wyobraża sobie Boga jako staruszka z brodą, który siedzi na chmurkach.” – stare przyzwyczajenie, iż starość to synonim dla mądrości. Zresztą głupio by wyglądało, że Bóg jest z wyglądu młodszy ;>

    „Dla mnie to nad-istota, trudno mi o tym mówić, ja po prostu to czuję. Jakiś byt, który jest zarówno świadomy i nieświadomy(wiem że pieprzę), jest wszędzie, a zarówno nigdzie. Nie ma jakiejś cielesnej czy duchowej formy. Jest po prostu wszystkim i niczym zarazem.” – rzekę, iż jest to bardzo ogólny obraz. Bóg jest niewyraźny w Twej wizji ;p
    W mojej małej fantazji zakładającej istnienie Boga, to jest to facet powstały dzięki ludziom, dzięki ich wierze, lecz nie potrzebujący jej do istnienia (odpada stworzenie świata przez niego). Nie ma władzy nad ludźmi, zaś jego głównym zadaniem jest ochrona ludzkości przed światem: Ziemią (jej humory i wybuchy) i resztą wszechświata. Nie potrafi jednak wszystkiemu zaradzić. Stara się, jak może i jest całkiem równym gościem. Przypomina ludzi, gdyż też ma swoje wady. Zlewają mu kwestie religii, bo jej nie potrzebuje. Kwestia istnienia instytucji nieba i piekła wraz z personelem to osobna kwestia ;>

    „Pisząc czy rozmawiając o religiach, trudno nie wspomnieć o ateistach. Najbardziej rozbraja mnie ich podejście. Zakładają fora internetowe, kluby, chwalą się wszędzie tym kim są. Czy to zachowanie nie jest zdeka dziecinne?” – trza odróżnić wojowniczych ateistów od tych normalnych. Ci pierwsi raczej nie zgadzają się z Kościołem Katolickim i ogólnie nie lubią występować w rolach marionetek, reszta zaś po prostu olewa to wszystko.Sam należę to drugiej grupy.

    „Po drugie, typowe stwierdzenie „nie wierzę w nic”, to mi się nie chce wierzyć że można „nie wierzyć w nic”. Człowiek musi w coś wierzyć, choćby w spełnienie marzeń, w swoich przyjaciół, w miłość, w cokolwiek. Życie bez tego, jest jak dla mnie – pozbawione najmniejszego sensu.” – mam Cię, Sad :P Wiara religijna, a wiara w uczucia i innych ludzi to coś innego.

    Przyczyn chrzcin dzieci należy szukać jeszcze w średniowieczu, albo i nawet w starożytności. Dzięki temu zabiegowi było więcej wiernych, którzy nie mogli opuścić Kościoła bez przykrych konsekwencji. Dzisiaj ten zwyczaj powinien zostać zmieniony na ten z początków chrześcijaństwa, czyli przyjmowanie chrztu przez dorosłych prawdziwie wierzących.

    Daję tutaj fragment mojej prywatnej rozmowy, która zahaczyła o temat religii. Idealnie oddaje moje podejście do wiary w bogów: „mnie to nie obchodzi, dopóki ktoś nie chce mi narzuć swojej wiary i wynikającej z niej praw. No i dopóki religia w sposób oczywisty nie jest szkodliwa dla wyznawców i otoczenia.”

    • „To wielkie rzeczy. Na tyle wielkie, że nie mają znaczenia dla ludzi, a ci którzy im się poświęcili, wiele nie zrobili.
      Cel nie jest ważny. Życie jest jak książka – może powstać ot tak sobie (bez nadistoty), ale czyta się ją znakomicie. Może jednak powstać w celu pokazania czegoś i wyjdzie crap. Wolę tą pierwszą wersję i żyć tak, jak ja chcę.Przy okazji: jeśli nie znam celu swego życia, to jaka jest szansa na jego osiągnięcie? ;>”

      No wiesz, wiara pomaga ludziom widzieć jakiś cel. Niektórzy po prostu, jak na przykład ja – potrzebują wiary w coś. Co do życia jak się chce – chcę żyć, jak sam wybiorę, a nie jak nakazuje mi jakaś religia, dlatego to co czuję nazywam swoją wiarą, a nie religią właśnie ;)

      „to bardzo ogólny obraz. Bóg jest niewyraźny w Twej wizji ;p” – no bo właśnie dokładnie o to chodzi że niej to niewyraźny obraz xD

      „trza odróżnić wojowniczych ateistów od tych normalnych. Ci pierwsi raczej nie zgadzają się z Kościołem Katolickim i ogólnie nie lubią występować w rolach marionetek, reszta zaś po prostu olewa to wszystko.Sam należę to drugiej grupy.”

      Wydaje mi się że wspominałem gdzieś o tym w tekście, albo miałem zamiar, lecz zapomniałem :P W każdym razie, jak ktoś jest ateistą, olewa tego typu rzeczy, to ok. Gorzej jak zachowuje się gorzej niż fanatycy religijni. Widzę że Ty jesteś prawdziwym ateistą, nie wierzysz – ok. Podyskutujesz, potem koniec tematu. Więc podkreślam, takich ludzi jak Ty szanuję.

      • McFlash permalink

        „No wiesz, wiara pomaga ludziom widzieć jakiś cel. Niektórzy po prostu, jak na przykład ja – potrzebują wiary w coś.” – ale Ty jesteś wymagający :P
        „Co do życia jak się chce – chcę żyć, jak sam wybiorę, a nie jak nakazuje mi jakaś religia, dlatego to co czuję nazywam swoją wiarą, a nie religią właśnie ;)” – acz występuje wtedy imperatyw, by działać tak, by ów cel (wskazany przez religię) osiągnąć. Życie już wtedy nie jest takie wolne ;>
        „no bo właśnie dokładnie o to chodzi że niej to niewyraźny obraz xD” – weź Rutinoscorbin lub inną witaminkę ;p
        ” Widzę że Ty jesteś prawdziwym ateistą, nie wierzysz – ok. Podyskutujesz, potem koniec tematu. Więc podkreślam, takich ludzi jak Ty szanuję.” – nie lubię się bawić w teologiczne dysputy jakie są choćby na gramie. Uwielbiam stwierdzenie, że ateizm jest religią, ponieważ ateiści wierzą w nieistnienie boga (z małej, bowiem chodzi o wszystkich dostępnych i paru innych). Te spory są tak surrealistyczne, że aż śmieszą, ale potem przychodzi rozum i krzyczy, że w rzeczywistości takie spory to poważny problem.

  3. ktos permalink

    Twój tekst wspaniale opisuje to co ja czuję. Ostatnio To wszystko do mnie dotarło dobitniej. I to nie chodzi o to ,że pewnego dnia obudziłam się i powiedziałam sobie od dzisiaj nie jesteś katoliczką. Ta antywiara dojrzewała we mnie bardzo długo, i bardzo długo nie mogłam zrozumieć co to jest. Na początku myślałam, że brak chęci chodzenia do Kościoła jest wynikiem lenistwa – uważałam po prostu że jestem zła i grzeszna. Jednak potem stwierdziłam, że nie muszę uczęszczać na msze, jeśli tego nie potrzebuję. Co jakiś czas szłam na niedzielną mszę i zawsze wychodziłam poirytowana z tego przybytku. Denerwowały mnie polityczne machlojki na ambonie, i wmawianie Nam, projektowanie nas : ZRÓB TO, WIERZ W TO, POKAŻ JAK KOCHASZ BOGA, ZOBACZ JAKI BÓG JEST DOBRY DLA NAS itd… Przejrzałam książkę do Religii dla dzieci – i byłam w szoku, jak one manipulują małymi umysłami, z pewnością spece od reklamy mogliby się na tym uczyć. Innym problemem jaki pojawił się w mojej głowie było założenie, że (jeśli) nawet Katolicy są prawdziwą wiarą co z osobami innej wiary, których rodzice nauczyli bycia Żydami, Muzułmanami etc. Czy w dniu sądu ostatecznego oni pójdą do piekła bo przecież nie byli ochrzczeni, mieli 2 żony, nie spowiadali się raz do roku. PRZECIEŻ TO PARANOJA ! Religia to grupa wartości wpojonych przez starszych = nam dzieciom. I tak dzieje się to z pokolenia na pokolenie, z małymi odchyleniami na jedną lub inną religię. Może wydaje się to o czym tu pisze łatwe dla mnie z boku. Ale tak na prawdę dla mnie to męczarnia. Bo chyba już nie jestem katoliczką, nie jestem ateistką, kim jestem? Można powiedzieć, że nie muszę się deklarować, ale… Chyba nigdy nie będę miała wśród mojej rodziny powiedzieć o tych wszystkich sprawach. Chyba do końca nawet boję się o tym pisać na forum. Mój mózg, rozum jest przesiąknięty religijnością wlaną mi przez rodziców. Tylko że ja tej wiary już nie czuję. Tak też dwie bardzo silne prądy zderzają się we mnie – czy na prawdę musi tak być ?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: