Skip to content

Recenzja serialu „The Big Bang Theory” – Sezon I

Marzec 22, 2011

Our whole universe was in a hot dense state,
Then nearly fourteen billion years ago expansion started. Wait…
The Earth began to cool,
The autotrophs began to drool,
Neanderthals developed tools,
We built a wall (we built the pyramids),
Math, science, history, unraveling the mysteries,
That all started with the big bang!

Nerd i geek, często są tłumaczone w naszym języku jako „kujon” lub „jajogłowy”. Te słowa są jednak dalekie od ścisłego znaczenia tych pojęć. W wielu filmach, czy serialach przewijają się postacie nerdów. Zazwyczaj grają rolę symboliczną, ale w 2007 roku ktoś postanowił o nich zrobić serial…

Tak powstało The Big Bang Theory. W naszym kraju mlekiem i miodem płynącym nazwano serię „Teorią Wielkiego Podrywu”, idiotyzm tego tłumaczenia jest porażający, ale nie dziwmy się. Większość społeczeństwa na sam wydźwięk czegoś związanego z nauką zaczyna panikować. Za to podryw brzmi dla takich ludzi zachęcająco… Ale wróćmy do samego TBBT. Opowiada on historię czterech fizyków – mieszkających razem Sheldona i Leonarda, lecz także Rajesha, Howarda oraz sąsiadki tych pierwszych – Penny. Sheldon to typ pedanta, perfekcjonisty, dla którego nawet usiąść w innym niż zazwyczaj miejscu jest szaleństwem, które od razu tłumaczy złą cyrkulacją powietrza i niewłaściwym kątem nachylenia do telewizora. Leonard wydaje się być najnormalniejszy z całej czwórki, reszta często uważa go wręcz za „przewodnika” tego małego stadka. Szaleje na punkcie Penny. Rajesh ma pochodzenie Indyjskie, co często lubi zaznaczać. Jego największą wadą jest absolutny brak umiejętności porozumiewania się z kobietami. Nie to, że jąka się w ich obecności. Nie potrafi wydusić z siebie absolutnie żadnego słowa. Z naszych nerdów pozostał jeszcze Howard – żyd, typ gapowatego podrywacza, który zrobi wszystko, gdy tylko zobaczy kawałek ładniejszej kobiety. Aby podrywać, najczęściej stosuje metodę na „twardziela”, co mocno kontrastuje z tym, że w wieku 26 lat ciągle mieszka ze swoją matką… Jak widać gromadka jest dosyć specyficzna, a dodatkowo totalnie nieprzystosowana społecznie. Ich ułożony świat zaczyna się zmieniać, gdy obok wprowadza się Penny. Leonard właściwie od razu się w niej zadurza. Kolejne odcinki sezonu pierwszego to między innymi ukazanie nieudanych zalotów Leo, a także porównanie „normalnego” i prostego świata Penny ze światem nauki, komiksów i tak dalej.

Większość akcji toczy się w domu Sheldona i Leonarda, acz wiele ma też miejsce w ich pracy, mieszkaniu Penny, barach, sklepie z komiksami i innych. Humor słusznie został oparty przede wszystkim na niedostosowaniu czwórki bohaterów do życia. Głównie ich zainteresowania i zajęcia tworzą masę śmiesznych, a czasem nawet rozbrajających sytuacji. Albo wypowiedzi Sheldona, tłumaczące świat w ściśle naukowy sposób, nieudane zaloty Howarda do wszystkiego co chociaż trochę przypomina kobietę. Mamy masę wątków, które wywołują śmiech. Przyznam, że rzadko udaje mi się znaleźć serial czy film który autentycznie mnie śmieszy(Monty Python i więcej… prawie nic), a nie tylko wywoła lekką „podśmiechujkę”. Każdy odcinek zawiera ogromną ilość „skeczy”, niestety część z nich będzie zrozumiana tylko dla prawdziwych nerdów. Mi niestety brakuje jeszcze wiele do tego zaszczytnego tytułu, więc nie każdy żart mnie bawił. Jasne, że zdarzają się też odcinki słabsze, jednak praktycznie każdy, w mniejszym lub większym stopniu śmieszy.

Nie jest to serial o skali „LOST”, więc trudno oczekiwać fajerwerków, ale praca kamery, wybór i dekoracja miejsc są po prostu dobre, szczególnie to ostatnie zasługuje na uznanie. Aktorstwo jest za to fenomenalne, Jim Parsons świetnie gra rolę pedantycznego perfekcjonisty, a Johnny Galecki idealnie potrafi pokazać, powiedziałbym „zażenowanie” wypowiedziami swojego współlokatora. Właściwie każdy aktor radzi sobie conajmniej dobrze, więc nie ma zbytnio nad czym się rozwodzić.

W ramach podsumowania, powiem tylko, że im większym geekiem jesteś, tym bardziej rozśmieszy cię ten serial. Jeżeli natomiast nie czujesz tych klimatów, ciągle warto obejrzeć „The Big Bang Theory”, to humor w głównej mierze stereotypowy, lecz to nie zmienia faktu, – że zabójczo śmieszny. Jeden odcinek ( trwają około 20-30 minut) dziennie poprawia mi humor w magiczny wręcz sposób. A gdy tylko Sheldon pojawia się na ekranie, właściwie od razu wybucham śmiechem. Polecam wszystkim nerdom i nie-nerdom.

Reklamy

From → Seriale

6 Komentarzy
  1. Brzmi i wygląda bardzo ciekawie :)
    Chętnie zobaczę, dokończę tylko ,,Trzecią planetę od słońca”

  2. Adam permalink

    Obejrzałem kilka odcinków i muszę powiedzieć, że Sheldon jest świetny :)

  3. kpw5 permalink

    Serial prześwietny, chociaż serwowany tam humor nie każdemu się spodoba. Na przykład ja leżałem na ziemi na niemal każdym odcinku pierwszego sezonu (drugi jest już nieco gorszy) podczas gdy kilu moich kolegów zachowywało kamienną twarz.

Trackbacks & Pingbacks

  1. Próbowałeś wyłączyć i włączyć ponownie? Czyli “IT Crowd” « Steal This Blog
  2. Seriale, te seriale. Część Pierwsza. « Steal This Blog

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: