Skip to content

Recenzja serialu “Doctor Who” – Sezon I

Kwiecień 4, 2012

 Doktor Jaki?

Doktor. Pojawia się w historii jak legenda, na chwile przed tragedią. Zwiastują burzę. On i jego towarzyszka.

Doktor Who to cieszący się dużą popularnością serial science fiction produkcji brytyjskiej. Co ciekawe, pierwsze odcinki zaczęto nadawać już w 1963 roku. Jest to najdłuższy serial z tego gatunku na świecie. Jakim cudem wcześniej o nim nigdy nie słyszałem?

Nie mam pojęcia. Tu i tam zdarzało mi się usłyszeć, że ktoś ogląda serial o „jakimś doktorze”. Znowu ten House pewnie. Jakiś czas temu naszła mnie ochota na obejrzenie „czegoś z sf”. Po wielu przeczytanych opiniach wybrałem właśnie Doktora. Jak się później okazało – podjąłem słuszną decyzję.

Na początku zaznaczam, że tekst nawiązuje do pierwszego sezonu nowej serii Doktora, tej rozpoczętej w 2005 roku. Przyznam szczerze – ilość odcinków oryginalnej wersji mnie trochę przestraszyła, nie tylko ona zresztą. Mając w pamięci starsze filmy z gatunku, gwałcące wzrok gumowymi kostiumami, a słuch piszczącymi odgłosami „psiu psiu” z blastera, postanowiłem sobie starsze epizody darować.

Rose Tyler(Billie Piper ), młoda dziewczyna pracująca w londyńskim domu towarowym prowadzi zwykłe, monotonne życie. Pewnego dnia wszystko się zmienia(Łolaboga, cóż za zaskoczenie… nie spodziewaliście się tego, co?). Sklepowe manekiny ożywają i wykazują zdecydowaną chęć pozbawienia młodej pannicy życia. Na szczęście z odsieczą przybywa dziwny mężczyzna(Christopher Eccleston) – przedstawia się jako „Doktor”. Jak szybko się okazuje – jest kosmitą, prawdopodobnie ostatnim „Panem Czasu”. Podróżuje przez czas i przestrzeń za pomocą swojego niepozornego statku – Tardisa. Jak można się domyślić, Rose wskakuje na pokład Tardisa i zaczyna swoją największą w życiu przygodę. Ufff.

Podczas podróży para ta zwiedza przeróżne miejsca, w przeróżnym czasie. Muszę jednak nieco ponarzekać na „miejscówki” – chyba wszystkie odcinki są w ten czy inny sposób związano z Ziemią. Co nie jest jakimś dużym problemem, ale biorąc pod uwagę, że bohaterowie dysponują maszyną pozwalającą zwiedzać całą znaną i nieznaną przestrzeń – trochę dziwi. Osobiście od razu wskoczyłbym w środek czarnej dziury, albo poleciał na kraniec Wszechświata. Tak czy inaczej, scenografia jest przyjemna, buduje specyficzny klimat. Koniecznie trzeba napisać, że nie mamy tu do czynienia z typowym przedstawicielem fantastyki naukowej. Zaryzykowałbym wręcz stwierdzenie – fani pompatycznego i poważnego sf w stylu „Star Treka” mogą czuć się nieswojo. Duża część miejsc odwiedzanych przez bohaterów, a także postaci jakie spotykają na swojej drodze, przywodzą na myśl tandetny, kiczowaty wygląd starszych filmów i seriali. Jednak tutaj zupełnie to nie przeszkadza. Efekt jest zamierzony, gdyż całość nie ma zbyt poważnego charakteru, wystarczy obejrzeć czołówkę – old school pełną gębą. Kolejne sceny są przesiąknięte brytyjskim stylem. I humorem, którego najważniejszym źródłem jest tytułowy bohater. Trudno jednoznacznie stwierdzić „czym jest ten serial”. Kolejne przygody Doktora nie są pretekstem do skeczy, ale zazwyczaj zawierają w sobie dużo lekkiego, przyjemnego humoru. Aczkolwiek nie zabrakło również poważniejszych momentów – kilka wypowiedzi można by oprawić w cudzysłowie i podpisać jako przemyślenia samego Paulo Colletto. Trudno to opisać słowami, trzeba „poczuć”. Większość odcinków oglądałem z ogromną przyjemnością, zdarzyły się może dwa gorsze epizody, które odbiegały od reszty.

Słabe aktorstwo bywa sporym problemem w przypadku seriali, co nie dziwi, w końcu skala projektów jest zupełnie inna, niż filmów. Tym razem jednak obędzie się bez „wieszania psów”. Większość ważniejszych postaci gra na tyle dobrze, by mniejsze potknięcia im wybaczyć. Billie Piper wcielająca się w Rose wywołuje sympatyczne odczucia. Aktorka bardzo dobrze odgrywa rolę młodej, pakującej się ciągle w kłopoty dziewczyny. Mimo wszystko na pierwszy plan wysuwa się oczywiście Doktor, postać ową perfekcyjnie powołał do życia Christopher Eccleston. Jego mimika, zachowanie, ruchy, sposób mówienia, wygląd czy nawet uśmiech rozbrajają. Dawno nie widziałem tak dobrze zagranej postaci. Wielka szkoda, że w kolejnych sezonach w Doktora wciela się już ktoś inny… Oprócz tego od czasu do czasu gościnnie występują znane twarze, lecz nie zdradzę jakie – napiszę tylko, że byłem miło zaskoczony.

Nie mam zastrzeżeń do efektów specjalnych i charakteryzacji. Miało być oldskulowo i jest. Co nie znaczy, że wygląda „jakoś tak nieporadnie”. Postarano się, by wszystko do siebie pasowało. Efekty i animacje komputerowe (w przeciwieństwie do wielu amerykańskich produkcji) nie są treścią samą w sobie, niczemu konkretnemu nie służącą – tu jest odwrotnie. A i tak wygląda to wszystko nieźle.

Pierwszy sezon „Doktora Who” świetnie wpasował się w mój gust. Nie będę oszukiwał – nie mówimy tutaj o wielce ambitnym dziele, którego obejrzenie zmieni wasze postrzeganie rzeczywistości(choć jak pisałem, parę poważniejszych i głębszych fragmentów jest). To zwyczajnie przyjemna rzecz. Podczas oglądania nie ma potrzeby wytężania mózgu. Chodzi o samą frajdę z seansu. Specyficzny klimat przygód Doktora oddziałuje na oglądającego w bardzo pozytywny sposób – skutkuje natychmiastową poprawą humoru. Wszystko jest kwestią podejścia. Trzeba się odpowiednio przestawić, bo to coś zupełnie innego, niż szalenie popularne produkcja made in USA. Przed rozpoczęciem oglądania nie wiedziałem czego oczekiwać, jednak już po drugim odcinku wsiąkłem w szczególną atmosferę, która powoduje, że po prostu chce się oglądać. I nie mogę się doczekać momentu, gdy wezmę się za oglądanie kolejnych sezonów.

Reklamy

From → Seriale

4 Komentarze
  1. Divi permalink

    Próbowałem kiedyś obejrzeć pierwszy odcinek, ale nawet jego nie udało mi się obejrzeć do samego końca. Może w przyszłości znów zrobię podejście do Doktora.

    Ale przecież teraz zaczyna się emisja 2 sezonu Gry o Tron! Sorry Doctor.

    • Początkowo miałem podobne odczucia. Kicz, wiem. Ale warto się przemóc. Trzeba sobie tylko zdać sprawę, że to specjalnie tak zrobiono ;)
      Gra o Tron, kurcze, zatrzymałem się bodaj na czwartym odcinku pierwszego sezonu. Nie to, że mnie znudziło, po prostu „jakoś tak wyszło”. Ale przynajmniej teraz mam co nadrabiać ;)
      A „Gra o Tron” to chyba pierwszy naprawdę dobry i wysokobudżetowy serial fantasy tak swoją drogą. Przynajmniej do tego czwartego odcinka ;P

      • Adam permalink

        Gra o Tron ma kilka silnych aspektów, w tym intrygi i dobrze zarysowanych bohaterów. Sporo patosu polanego kiczem, ale ogólnie bardzo dobrze się ogląda.

        • Tego patosu aż tak bardzo nie czułem, choć na pewno jest – po prostu te wszystkie w miarę złożone oraz ciekawe intrygi i tak stanowią miłą odmianę od patosu i kiczu większości seriali fantasy, na przykład takiej „Xeny: Wojowniczej Księżniczki” ;) Nic tam, niedługo obejrzę do końca „Grę o Tron”, może i recenzję napiszę…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: