Skip to content

Apokalipsa zombie inaczej, czyli rzecz o „The Walking Dead”

Kwiecień 16, 2012

Zombie tu, zombie tam. Można je spotkać wszędzie, nawet na ulicy(Zombie walk).  Te przesłodkie i niezrozumiałe(przecież chcą się tylko przytulić!) istoty zaskarbiły sobie moją bezgraniczną sympatię. Począwszy od książek(Zombie Survival, Wojna Zombie, Komórka) poprzez gry komputerowe(Dead Island, Left 4 Dead), na rzeczach z dużego ekranu skończywszy(George A. Romero). Zawsze jednak brakowało mi produkcji, która do tego z pozoru „niepoważnego tematu” podeszłaby poważnie. Zwykle skupiano się na nieudolnym udawaniu horroru. Niestety wyskakujące zewsząd nieumarlaki wywołują co najwyżej mój uśmiech, a nie strach, dlatego wciąż czekałem na coś, co apokalipsę zombie użyje tylko jako ciekawego punktu wyjścia do ludzkich tragedii i problemów. I tak sobie siedziałem, szykowałem zapasy na ewentualną apokalipsę, gdy nagle wyskoczyła informacja o ekranizacji komiksu The Walking Dead. Jako że moja znajomość komiksów kończy się na Kaczorze Donaldzie oraz Tytusie, Romku i A’Tomku bardzo czekałem na efekt końcowy, bo tu i ówdzie chodziły głosy, iż komiks owy do zdechlaków podchodzi w sposób oryginalny i nieszablonowy. Dodatkowo gdy usłyszałem, że twórcą serialu jest niejaki Frank Darabont, twórca takich filmów jak Skazani na Shawshank i Zielona mila, mój apetyt(na flaczki, w końcu zombie) wzrósł niesamowicie.

No i się doczekałem. Pierwszy odcinek mnie zmiażdżył. Kupili mnie. Zadziwiające efekty specjalne, klimat, zawiązanie historii. Po prostu wszystko zagrało. Ale jak wiadomo, świetne rozpoczęcie to dopiero początek. Każdy z sześciu epizodów pierwszego sezonu trzyma w napięciu, nieustannie coś się dzieje, a zaskakujące wydarzenia hurtowo wylewają się z ekranu. Fabuła nie poraża oryginalnością, lecz skupia się na relacjach międzyludzkich, co zdecydowanie jest świeże i przyjemne w odbiorze. Mamy tu niby typową historię o garstce ocalałych, próbujących przeżyć w post apokaliptycznym świecie, jednak moc tej opowieści nie tkwi w ogólnym zarysie fabularnym, ale w szczegółach wspomnianych relacjach.

Po bardzo dobry sezonie pierwszym, moje oczekiwania względem kontynuacji były bardzo wysokie. I niestety, względem kolejnych trzynastu odcinków mam pewne obiekcje. Przede wszystkim rozciągniętą treść na ponad dwa razy więcej odcinków, niż w pierwszej serii. Ma to kolosalny wpływ na przyjemność z oglądania. Bo normalnie w świecie trochę to wszystko przynudza. Nie chcę spoilerować, ale momentami czułem się, jakby sami twórcy nie mieli pojęcia czym zapełnić taką ilość odcinków. Ale nie ma strachu, wielkiej tragedii nie ma. Mamy tu bardziej rozciągnięte wątki, kilka zupełnie niepotrzebnych moim zdaniem, całość przypomina wręcz typowy serial obyczajowy(tym serial po części miał być, ale bez przesady – coś musi się dziać)… jednak dla niektórych scen, czy momentów zapadających w pamięć – warto oglądać. Większość trzyma całkiem porządny poziom, nawet z kilkoma przebłyskami geniuszu – mimo to widzimy tu bardzo duży kontrast między lepszymi, a słabszymi odcinkami. Czasem miałem wręcz ochotę olać cały epizod, a zobaczyć tylko jego zakończenie. Jak często się okazywało – nic wielkiego bym nie przegapił, bo niekiedy nie dzieje się absolutnie nic ciekawego.

Muszę pogratulować twórcom stworzenia najbardziej antypatycznej, irytującej, a wręcz budzącej chęć mordu postaci w historii, tylko nie wiem czy dziękować za to autorowi komiksu, serialu, czy też samej aktorce grającej jej rolę – Sarah Wayne Callies. Jeśli ktoś oglądał serial, zapewne wie już kogo mam na myśli… Tak, chodzi o Lori. O ile na początku nic nie zapowiada, że będzie aż tak wkurzająca, to z każdym odcinkiem systematycznie zaczyna działać na nerwy coraz bardziej. Apogeum następuje w finale drugiego sezonu. Nie mam pojęcia, czy to zamierzony efekt, ale Lori reprezentuje sobą najbardziej negatywny stereotyp kobiety – zmieniającej zdanie co chwilę, mówiącej(dużo i bez sensu) jedno, a robiącej drugie, normalnie w świecie „powalonej”. Mam totalnie ambiwalentne co do niej odczucia. Z jednej strony podziwiam, jak wielkie(negatywne) emocje potrafi we mnie wywołać nieistniejąca przecież w rzeczywistości osoba. Z drugiej strony – za każdym razem, gdy pojawia się na ekranie, mam ochotę strzelić sobie w łeb. Najgorsze, że synalek Lori zdecydowanie wdał się w matkę. Niespecjalnie mnie ruszy, jeśli w końcu jakiś zombiak zlituje się nad widzami i zrobi sobie z nich obiad.

Reszta bohaterów nie jest na szczęście tak irytująca, bo długo bym seansu nie wytrzymał, ale znajdzie się sporo  właściwie niepotrzebnych. To znaczy takich, których wątek praktycznie nie istnieje. Przoduje tu T-Dog, wrzucono go chyba tylko po to, by jakiś murzyn się od czasu do czasu przewinął przed kamerą. Mam nadzieję, że zostanie to naprawione w następnym sezonie. Mimo wszystko, w ogólnym rozrachunku zdecydowanie podobają mi się bohaterowie oraz ich wątki. Widać jak zmieniają się na przestrzeni odcinków, widać, jak wpływa na nich koszmarna sytuacja, w jakiej się znaleźli. Szczególnie łatwo zauważyć to po Ricku, którego można nazwać centralną postacią dramatu. Jak wspominałem na początku, w przypadku typowego „dzieła” opartego na pandemii zombie mamy do czynienia ze slasherami, czy też pseudo-horrorami. Tutaj skupiono się na czym innym. Szybko okazuje się, że największym zagrożeniem nie są umarlaki, a inni ocaleni z zagłady. To naprawdę coś w stylu serialu obyczajowego. Strzelaniny albo chociażby rozczłonkowywanie i inne przyjemne, acz krwawe zabawy występują  stosunkowo rzadko jak na tematykę(ale jak już się zdarzą, są bardzo, bardzo soczyste), jest sporo odcinków, gdzie tego praktycznie nie ma. I to jest fajnie, nawet mimo tego, że czasem z tą „obyczajowością” przesadzono, co prowadzi do nudy, poczucia dłużyzny… Ale nawet te spore niedogodności nie mogą mnie zniechęcić do The Walking Dead. Godny polecenia serial każdemu, kto chce zobaczyć realistycznie przedstawione relacje międzyludzkie po apokalipsie. Czegoś takiego, na taką skalę w serialach za dużo nie było(na myśl przychodzi mi tylko Jericho). Powiem nawet więcej, oglądanie da sporo radochy osobom interesującym się socjologią. Ekstremalna sytuacja tworzy multum ciekawych, niespotykanych nigdzie indziej problemów. Bo jak się ostatecznie okazuje – człowiek człowiekowi wilkiem, a zombie zombie zombie.

Advertisements

From → Seriale

8 komentarzy
  1. Z pewnością zauważyliście, że nie jest to typowa recenzja. A owszem. Postanowiłem zrezygnować z pisania typowych, schematycznych tekstów, bo dochodziły mnie sygnały, jakoby nie cieszyły się specjalnym zainteresowaniem. Dlatego pozwoliłem sobie na bardziej „swawolną formę”, pisząc coś bardziej w stylu przemyśleń, niż typowej recenzji. Jeśli się przyjmie, na pewno rozwinę ten pomysł – na przykład w formie częstszych przemyśleń na temat fabuły danego filmu/książki/gry, wpływu na kulturę i tym podobne pierdoły. Liczę na Wasze opinie.

  2. radiim permalink

    I taka forma duzo bardziej do mnie przemawia ! bardzo milo sie czyta. Wlasciwie nie miales mnie do czego zachecac bo juz jakis czasem ostrze sobie zeby na ten serial, ale na razie brak czasu/motywacji. No i jesli chodzi o nietypowa konwencje wzgledem zombie… ostatnio w telewizorni lecial fajny film. „Ocaleni” zbudowali sobie wlasne miasteczko odgrodzone od zombie i podzielili sie na bogatych i plebs, a na zombie urzadzali po prostu polowania, dodatkowo zaprzegajac ich np. w wesolym miasteczku (np. walki zombie w klatkach o jedzonko ). a co w tym ciekawe, ze zombie zaczynaja myslec, lapia za bron itd. (przewodzi im o zgrozo murzyn zombie o ile pamietam). niestety za cholere nie pamietam nazwy :/
    pozdrowka :)

    • Chyba widziałem to kiedyś na DVD… Ale tytułu również nie pamiętam. Prawie na pewno było to coś w stylu „… Żywych trupów”. Ogólnie to zaliczyłem masę filmów o zombie, lecz jeśli chodzi o kojarzenie tytułu z samą treścią, to może ze dwa mi zapadły w pamięć(„Wysyp Żywych Trupów”, polecam!)

  3. Divi permalink

    Coś czuję, że pierwszy tydzień maja (wolne od szkoły) spędzę m.in. na oglądaniu The Walking Dead. Najbardziej ciągnie mnie do tego serialu to, że występuje w nim Norman Reedus, który od niedawna jest jednym z moich ulubionych aktorów.

    Niestety dzięki 9gagowi i podobnym stronom natknąłem się na kilka spoilerów, głównie związanych z irytującą Lori. Co mi tam – i tak sprawdzę ten serial, przynajmniej pierwszy sezon.

    • Wspomniany przez Ciebie pan gra chyba moją ulubioną w tym serialu postać ;) Jest go całkiem sporo, choć tak zupełnie pierwszoplanowej roli nie gra.
      A o spoilery aż tak bardzo bym się nie martwił. Też kilka drobiazgów z fabuły właśnie przez 9gaga poznałem, ale specjalnie mi to w oglądaniu nie przeszkadzało.

  4. Divi permalink

    Właśnie skończyłem drugi sezon i wiem jedno – jeśli kiedykolwiek nadejdzie jakakolwiek apokalipsa, to za cholerę nie wezmę ze sobą żadnych „wyzwolonych” kobiet i małych dzieci. W tym serialu większość rzeczy wali się właśnie przez takie osoby.

    A serial świetny. Szkoda tylko, że trzeba czekać do października na kolejny sezon.

    • Ostatnio wyszła gra na podstawie komiksu – podobno niezła, na „zabicie czasu” podczas czekania na kolejny sezon, jak znalazł. :)

      • Divi permalink

        Wiem, wiem, bo śledzę tytuły od Telltale regularnie. Grałem już w pierwszy dostępny epizod i jest naprawdę ciekawie. Ma w sobie coś z samego serialu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: