Skip to content

Kiedyś to aż miło było, jak z nas zdzierali kasę, czyli najlepsze, klasyczne dodatki do gier.

Kwiecień 24, 2012

Dziś kupując za pięć dolców kolejną zbroję dla konia z rozrzewnieniem wspominamy prawdziwe, klasyczne dodatki do gier komputerowych. Pomyśleć, jak bezproblemowo gracze PeCetowi przystosowali się do nowych zasad panujących na rynku. Niegdyś narzekaliśmy, że tworzenie wielkich, pudełkowych addonów, dostępnych za połowę ceny podstawki to „wyciąganie kasy od graczy”, z perspektywy czasu jednak, chyba każdy z nas tęskni za soczystymi, posiadającymi pełną linię fabularną, masę nowych przygód i zadań dodatkami.

Niestety – tego typu rozszerzenia praktycznie wyginęły. W sumie sami po części na siebie to ściągnęliśmy, wchodząc w taki układ. Choć nie tylko – DLC rozwinęło się przede wszystkim przez rynek konsol, bo jak wiadomo – tam „doinstalowanie” czegoś z płyty na dysk twardy jest często niemożliwe, dystrybutorzy wymyślili inny sposób. A że rynek PC bardziej uzależnił się od rynku konsol, multiplatformowość to norma w przypadku produkcji AAA – i graczom komputerowym przyszło, miast dostawać drobiazgi w stylu „nowego pancerza” w paczach, płacić za nie jedyne „czypinedziesiąt!”. Lecz czy można mieć wydawcom za złe, że wykorzystują głupiego konsumenta? Kasa się liczy, a co powie garstka konserwatystów już właściwie mało kogo obchodzi. By nie było niedomówień – powstało trochę wartościowych dodatków DLC, które mogą się równać z klasycznymi dodatkami: Pirates of The Flying Fortress(Two Worlds II), czy chociażby te do Borderlands i GTA 4. Lecz ciągle większość stanowią mniejsze, nie warte(moim zdaniem) swej ceny rozszerzenia. Od czasu do czasu pojawiają się na rynku „PeCetowe” dodatki, acz stanowią już bardziej tylko ciekawostkę, niż powszechne zjawisko.

Postanowiłem zrobić listę tych najlepszych, pełnoprawnych, klasycznych dodatków. Tych, które zostawiły najlepsze wspomnienia. Kolejność nie ma specjalnego znaczenia, nie robiłem podziału na dodatki wymagające i niewymagające podstawki.

Heroes of Might & Magic III: Armageddon’s Blade oraz The Shadow of Death

Bez tego duetu wprost nie sposób sobie wyobrazić porządnego(czyli takiego powyżej pięciu godzin) posiedzenia przy Heroes of Might & Magic III. Oba dodatki dodają łącznie 13 nowych kampanii(oczywiście każda po kilka misji), około 122(!) pojedynczych scenariuszy, setki nowych artefaktów, przedmiotów i postaci, a także sporo świeżych, konkretnych rozwiązań gameplay’owych, w tym zupełnie nowy zamek, zestawy przedmiotów, możliwość zostawiania wojsk w budynkach, generator map… No sami przyznacie, czy nie takie dodatki chciałoby się widzieć? Podstawka razem z wymienionymi oferuje wręcz niebotyczne pokłady grywalności, nie wspominając o tym, że można grać praktycznie w nieskończoność. Cudo. Wyszła też seria kampanii pod wspólną nazwą Heroes Chronicles, ale nie wprowadzały właściwie nic nowego do rozgrywki. Czy ktoś o nich dzisiaj pamięta? Nie wiem, ja lecę szukać płytki z Heroesem i dodatkami!

Gothic II: Noc Kruka

Na premierę drugiego Gothica nie przyszło nam długo czekać – gra była gotowa praktycznie rok po premierze „jedynki”. Mimo tego, oferowała o wiele, wiele więcej, niż szlachetny poprzednik(choć sam klimat i fabuła chyba lepiej zagrały za pierwszym razem). Na dodatek doń czekaliśmy o wiele dłużej. O ile dobrze pamiętam, polska wersja wyszła jakieś dwa lata po światowej premierze. Wydaje mi się, że opóźnienie wynikało z zabugowania rozszerzenia, bo ten głęboko ingerował w kod podstawki, co prowadziło do wielu problemów. Polski wydawca postanowił poczekać, z perspektywy czasu sądzę, że dobrze zrobił. Noc Kruka jest dosłownie nakładką na podstawową wersję gry. Dodaje zupełnie nowy, złożony wątek, nową krainę – Jarkendar do zwiedzenia, a także multum misji pobocznych w samym Khorinis, zdecydowanie zwiększono poziom trudności. Tak doskonale wpasowuje się w grę, że stanowi on z podstawką swoistą wersję reżyserską. Oczywiście można ponarzekać na sporą liniowość rozgrywki we wspomnianej krainie, ale czy to takie ważne? Aktualnie nie wyobrażam sobie przechodzenia Gothica 2 bez tego dodatku.

Baldur’s Gate II: Tron Bhaala

BioWare wycinało zakończenia swoich gier, „before it was mainstrem” chciałoby się rzec. Ale na poważnie – Tron Bhaala kończy wielką podróż pomiotu boga wojny. I robi to z przytupem. O ile wcześniej mieliśmy do czynienia z wielką przygodą, to tutaj skala wydarzeń jest zwyczajnie EPICKA. To już nie walki z goblinami, czy innymi szalonymi magami, którzy przegięli różdżkę ociupinkę. Tu walczymy z gigantami. Do takiego stanu z pewnością przyczyniło się podbicie maksymalnego poziomu postaci do 40, dodanie nowych, potężnych zaklęć, przedmiotów i przeciwników. Sam Drizzt Do’urden schowałby się w kąt. Jest moc, rozgrywka, bardzo soczysta i przyjemna, całość doskonale i w podniosły sposób wieńczy historię. Niestety, osiągnięto ten efekt również poprzez położenie większego nacisku na walkę, scenariusz nie jest już wielowątkowy, grę przechodzi się „jednym ciągiem”. Ale nie stanowi to wielkiego problemu. „Tron” daje jakieś 40 godzin gry, a po ukończeniu jej zostaje tylko poczucie pewnej pustki – bo o to ta piękna przygoda rozłożona na trzy wielkie produkcje, dobiega końca.

Diablo II: Pan Zniszczenia

Dodatki do gier Blizza mają to do siebie, że po jakimś czasie, bez nich nie ma właściwie czego szukać na Battle.net. I nie chodzi tu o specjalne blokowanie gry w ten sposób, by rozgrywka bez dodatku była niemożliwa czy bezsensowna. Dodatki te faktycznie zdecydowanie ulepszają gameplay, dają multum nowych możliwości i w wymierny sposób zwiększają grywalność. A ludzie chcą je kupić gdyż są dobre, a nie dlatego, że „nie będą na bieżąco”. Dodanie zaledwie jednego aktu oraz dwóch postaci nie wydaje się niczym szczególnym, lecz to dopiero początek. Przede wszystkim nowy akt, dziejący się na Wyżynie Barbarzyńców jest świetny. Mroźny klimat stanowi doskonałe tło do masakry, jaka ma tam miejsce. Nie wspominając o wielu nowych, ciekawych przeciwnikach i większej „interaktywności” map. Dwójka nowych bohaterów – Druid i Zabójczyni świetnie pasują do reszty ferajny, oferują ciekawe ścieżki rozwoju, zachęcają do zaczęcia od nowa. Dodano wiele mniejszych i większych ulepszeń, które z pozoru nie wydają się specjalnie potrzebne lub odkrywcze, lecz wystarczy uruchomić podstawkę bez „Pana Zniszczenia”, a nagle człowiek czuje się jak bez ręki. A to mniejsza skrzynia, a to brak przedmiotów z miejscem na ulepszenia, a to brak tych dostępnych dla konkretnej klasy, a przede wszystkim – ile razy można chodzić na Diablo? Nie ma to jak „Baalruny Pro Ele Druidem”. ;)

King’s Bounty: Wojownicza księżniczka

Zadziwiające, ale z pozoru monotonny charakter rozgrywki King’s Bounty: Legenda wciągnął mnie na wiele, wiele godzin. Wynikało to ze specyficznego, staro szkolnego klimatu jaki oferowała gra. Do tego należy dołożyć śliczną, po prostu śliczną grafikę i muzykę, dołożyć kupę dobrego humoru – od gry nie można było się oderwać. Wiec na samodzielny dodatek czekałem z ogromną niecierpliwością. I się doczekałem. Twórcy skromnie nazywają „Wojowniczą księżniczkę” rozszerzeniem, ale tak naprawdę dostajemy zupełnie nową produkcję, której ukończenie zajmuje powyżej 40 godzin! Wprowadzono to, czego fani oczekują od dodatków – wiele przedmiotów, przeciwników, całkiem nową rasę, podwyższono maksymalny poziom, dostajemy smo(czk)a na nasze usługi, no i pegaza, który pozwala szybciej przemierzać świat gry, co z pewnością przyśpiesza żmudne niekiedy zwiedzania kolejnych krain. Wielkich zmian w rozgrywce nie można się doszukać, ale w końcu nikt takowych nie obiecywał. Więcej tego samego, ale jeśli komuś podstawka przypadła do gustu – będzie zachwycony.

Warcraft III: The Frozen Throne

Na wstępie się przyznam – nigdy nie byłem za dobry, jeśli chodzi o granie w strategie przez internet. Normalnie w świecie dostawałem lanie, brak mi było zaparcia, by nauczyć się przetrwać dłużej, niż kilka minut, zanim peony gracza po drugiej stronie kabla niszczyły moją bazę. Mimo tego, Warcrafta zwyczajnie lubię. Przede wszystkim za ciekawą historię, świat i udane połączenie RTSa z RPG. The Frozen Throne opowiada nam dalsze losy Arthasa oraz Illidana. Kampania jest świetna, do tego wymagająca. Poznawanie historii, jak i sama rozgrywka daje ogromną frajdę. Każda rasa otrzymała nowe jednostki oraz bohatera,  pojawiły się budynki i bohaterowie neutralni, co wprowadza do gameplay’u sporo miłego zamieszania. Poprawiono statystyki postaci, wyważono umiejętności, zarzucono należytą ilością świeżych map, usprawniono edytor, dodając m.in zupełnie nowe schematy krajobrazu, z którymi zapoznamy się też przechodząc „singla”. Pojawiła się nawet eksperymentalna kampania orków, przypominająca jeszcze bardziej klasyczne gry cRPG. Czego chcieć więcej?

Sid Meier’s Civilization IV: Beyond the Sword

Czwarta część tej zacnej serii sprzedała się w ponad 3 milionach egzemplarzy(dane sprzed 4 lat), nie dziwota więc, że całkiem szybko doczekaliśmy się dodatków. O ile pierwszy był nijaki, nie wprowadzał nic znacznego do rozgrywki, o tyle drugi… Taki ze mnie zboczeniec, że lubię w grach pokojowe rozwiązania. W Cywilizacji często miałem z tym problem. Ot – spokojnie się rozwijam, poszerzam swoje terytorium, zwiększam kulturę, staram się utrzymać dobre kontakty z sąsiadami, a tu nagle w ciągu jednej tury 3/4 najpotężniejszych oponentów wypowiada mi wojnę. Pozamiatane. Dlatego bardzo cenię sobie „Beyond the Sword”, jak sam tytuł wskazuje, skupia się na nowych sposobach konfrontacji z wrogiem, niekoniecznie przy użyciu miecza. Oprócz wielu nowych nacji, budynków, jednostek i wydarzeń losowych zwiększono znaczenie dyplomacji – pojawia się możliwość pokojowej dominacji i wygranej. Nie zabrakło szpiegów, którzy pomagają zorientować się w sytuacji u naszych sąsiadów, mogą wykradać technologię i sabotować działania przeciwnika. Zwykłe wprowadzenie „większej ilości tego samego” nie zawsze wystarcza, by chciało się powrócić do gry z nowym rozszerzeniem. W tym wypadku ilość nowych, dostępnych rozwiązań powinna zadowolić każdego domorosłego stratega.

SpellForce 2: Władca Smoków

Serię SpellForce uważam za jedną z najbardziej niedocenionych w historii. Nie czas i miejsce rozpisywać się tu na jej temat, ale te unikalne połączenie RTSa i cRPG, idzie o wiele dalej niż wspomniany wcześniej Warcraft. Gdyby ktoś spytał mnie się o znaczenie słowa „synergia”, pokazałbym mu SpellForce’a. Po ukończeniu świetnej drugiej części czułem się spełniony, lecz gdy na horyzoncie pojawił się Władca Smoków, od razu zapragnąłem powrócić do świata Eo. Mamy tu dalszy ciąg historii, pojawiło się nowe zagrożenie. Przejmujemy kontrolę nad rasą Shaikan, w których żyłach płynie smocza krew. Scenariusz nigdy nie był specjalnym atutem cyklu, aczkolwiek w pewnym momencie robi się pod tym względem naprawdę ciekawie. Kampania obejmuje około dwudziestu godzin rozgrywki, zadania są ciekawsze, tak samo jak towarzyszące nam postacie, pojawiają się też zagadki. Stworzono specjalne drzewko umiejętności dla Shaikan, teraz możemy craftować przedmioty i zbierać sety, że nie wspomnę o ciekawostkach jak własny smok i latające miasto. Rozszerzenie idzie bardziej w stronę gry fabularnej, co dla mnie jest jak najbardziej zmianą na plus.

Heroes of Might & Magic V: Dzikie Hordy

Piąta część legendarnej serii spotkała się z mieszanym odbiorem. Ja należę do obozu, który uważa, że Heroes V zasługuje na swoją nazwę. Nival stworzył produkcję nawiązującą klimatem do trzeciej części, a zarazem będącą „na czasie”, jeśli chodzi o rozwiązania technologiczne. Była całkiem przyjemna, dobra, jednakże nie miała „tego czegoś”, co zachęcałoby do zarywania kolejnych nocy. Pierwszy dodatek, Kuźnia Przeznaczenia z pozoru wprowadził sporo ulepszeń, ale co z tego, skoro zabrakło magii? Nie byłem w stanie ukończyć oferowanych przez tenże addon scenariuszy, nudziły mnie. Bez większych nadziei więc czekałem na premierę kolejnego dodatku. Lecz gdy w końcu go odpaliłem – nie mogłem się oderwać. Nareszcie scenariusz stał się ciekawy, konstrukcja map była odpowiednia. Grywalność była na tyle wysoka, że siedzenie po nocach zaczęło nabierać sensu. Przejmujemy kontrolę nad nową rasą – orkami. Każda jednostka, każdej nacji otrzymała alternatywną drogę rozwoju, co mocno zwiększyło możliwości taktyczne. Zwyczajowo, pojawiły się nowe budynki, jednostki, czary oraz artefakty. Jeśli „piątką” nie przypadła ci do gustu, daj szansę Dzikim Hordom, bo te są zdecydowanie bliższe grywalnością do najpopularniejszej części. W razie czego – rozszerzenie jest samodzielne, nie wymaga podstawki do działania.

Neverwinter Nights 2: Maska Zdrajcy

Gdy ktoś mówi, że jego produkcja ma być następcą tak legendarnej gry jaką jest Planescape: Torment, sprawa jest poważna. Takie właśnie obietnice składał Obsidian przed premierą „Maski”. Najbardziej zaskakujący jest fakt, że… trudno zarzucić twórcom kłamstwo. Torment opowiada historię jedyną w swoim rodzaju i niemożliwe jest jej podrobienie, ale jeśli jakakolwiek gra kiedykolwiek chociaż zbliżyła się do niego poziomem i klimatem, to właśnie pierwszy dodatek do Neverwinter Nights 2. Poznajemy dalsze losy naszego bohatera, jednak historia zmienia tor i skupia się na nowym wątku. Jest bardziej osobista. Zajmujemy się problemem naszego avatara, który został przeklęty, odczuwa przeszywający, trudny do stłumienia głód. Klimat podstawki był raczej kameralny, przynoszący na myśl typowe, heroiczne opowiastki z Zapomnianych Krain. Tu jest zdecydowanie mroczniej, a scenariusz oferuje historię poważną i przygnębiającą. Dialogi oraz opisy świetnie budują atmosferę. Nie zabrakło nowych klas, ras i przedmiotów, uproszczono system tworzenia przedmiotów… Lecz nie ma to właściwie znaczenia, bo opowieść gra tu pierwsze skrzypce. Czy rzeczywiście można o tym dodatku powiedzieć, że jest następcą Tormenta? Najlepiej sprawdzić to samemu.

To by było na tyle. Oczywiście to nie wszystkie godne polecenia dodatki, ale tak właśnie wygląda moja lista.  Co byście do niej dorzucili?

Advertisements

From → Gry

14 komentarzy
  1. NuGuns permalink

    Ja ze swojej strony wspomniałbym o dodatkach do pierwszego Dawn of Wara. W sumie dodawały one więcej ras niż było w podstawce. Soulstorm podobnież był nieco kiepski, ale taki Dark Crusade dodający Tau i Nekronów: cudo. Oprócz tego oczywiście były jeszcze nowe kampanie, nowe tryby gry, ale jakoś bardziej interesowały mnie skirmishe.

    • Widziałem – sporo oferują. Ale niestety sam nie miałem nigdy z nimi dłuższej styczności. Posiadam tylko Dawn of War 2, jeszcze jakoś dłużej w niego nie grałem. Jak mi przypadnie do gustu, to postaram się rozszerzyć znajomość serii.

  2. Hass permalink

    Kiedy syłszę hasło dodatek – pierwsze co mi przychodzido głowy to Warcraft II Tides Of Darkness. Wydaje mi się, że to właśnie Blizzard zaczął trend na dodatki po wydaniu Warcraft II: Beyond the Dark Portal. Poza dodatkowymi kamapniami nie dawał dużo ale wystarczająco aby na nowo zagrać i się wciągnąć w W2.

    • Za pierwszy dodatek uważa się „Wing Commander: The Secret Missions”, niestety moja pamięć nie sięga tak daleko, by wiedzieć, czy trend wydawania dodatków od razu „chwycił”. A Beyond the Dark Portal był świetny, choć też już pamięć zawodna, ale pamiętam, że większy nacisk położono na bohaterów, co mi bardzo pasowało ;)

  3. Anonim permalink

    dodatki do Wowa :)

    • Dons permalink

      W sumie też pełnoprawne i wiele wprowadzające. Tak w ogóle, to dodatki do WoWa chyba biją sprzedaż jakichkolwiek innych dodatków do gier o kilka długości.

  4. Abilion permalink

    Jak można był pominąć trzęsącze wyspy dodatek do obliviona przecież to była połowa podstawki nowy świat nowe misje wszystko nowe w olbrzymiej ilosci jak na dodatek

    • Grałem w Obliviona, miałem też wspomniany dodatek, ale jako że podstawka totalnie nie przypadła mi do gustu, to sobie granie w addon darowałem… Tak wiec zwyczajnie nie wiem, czy te rozszerzenie jest dobre. Za to żałuję, że nie wymieniłem „The Elder Scrolls III: Bloodmoon”, świetny, bardzo klimatyczny dodatek.

  5. Niezła lista, w kilka pozycji jeszcze nie grałem, ale ja lubię pogrywać w starsze tytuły stąd nic jeszcze straconego ;)

  6. Zataral permalink

    JA bym również dodał do tej listy – doddatku/gry – StarCraft Broodwar oraz Diablo Hellfire

    • W StarCrafta nie grałem dłużej, niż pięć minut(tak, wiem – wstyd) i ciągle muszę to nadrobić. Natomiast Hellfire nie uważam za specjalnie udany i duży dodatek… nic dziwnego, nie Blizz go robił.

  7. Anonim permalink

    Znam większość przedstawionych dodatków i zgadzam się z oceną. Do listy dodałabym Bloodmoon (dodatek do Morrowinda) i Starcraft Broodwar. Jeden z dodatków do Obliviona był też dość duży, ale nie znam go na tyle dobrze, aby ocenić. Jeśli autor uzna którąś z pozycji za odpowiednią, by dodać do artykułu, to chętnie przeczytam uzupełnienie po edycji.

    Wszystkim, którym nie podoba się obecny trend proponuję zrobić tak jak ja i głosować własnym portfelem: nie kupować gier, które na to nie zasługują. Osoby posiadające umiejętności mogą same tworzyć gry, w jakie chcieliby zagrać.

Trackbacks & Pingbacks

  1. O najgorszych dubbingach gier w historii… « Steal This Blog
  2. Gry co-op na PC, w co warto zagrać?Tu wpisz tekst | Steal This Blog

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: