Skip to content

„Poglądy są jak du*a…”

Maj 8, 2012

 Jak to pisał Sapkowski: „…każdy jakieś ma, ale po co od razu pokazywać?”. Dziś będzie o gustach, poglądach, stereotypach i pochodnych zagadnieniach.

Właściwie każdy, normalnie funkcjonujący reprezentant naszego gatunku charakteryzuje się pewną odrębnością, indywidualnością oraz personalizmem. To kolejna cegiełka, stanowiąca o naszej unikatowości w skali znanego Wszechświata. Żadne inne zbadane stworzenie nie może się pochwalić taką różnorodnością, zarówno jeśli chodzi o samą budowę ciała, jak i przede wszystkim – jeśli chodzi o psychikę. Zwyczajnie nie dałoby się powiedzieć dużo o nas, badając jedną, przypadkową jednostkę. Dobrze pokazuje to naszą specyficzność, a nawet niezależność. Jednak jest to zarówno błogosławieństwem, ale i przekleństwem…

Najbardziej jaskrawy przykład – różnice między płciami u Homo sapiens. Niby mamy podobną budowę ciała, posługujemy się podobnym zestawem gestów, odczuwamy podobnie, mówimy w tym samym języku, a często biedny samiec, próbując zalecać się do samicy ma wrażenie, że rozmawia z istotą wymykającą się jego pojmowaniu i możliwościom poznawczym. Zaczyna się zastanawiać, z jakiej to galaktyki przyleciało owe dziwadło. I vice versa. Tu wychodzą na wierzch rozbieżności. Podobnie jest z konfliktem międzypokoleniowym(Pisałem o tym wcześniej – klik). Tu już nie chodzi o to, że starsze osoby nie nadążają za technologią. Widać często zupełnie inne podejście do życia, inne przyzwyczajenia i normy społeczne. Ale przejdźmy do meritum. Abstrahując już od oczywistych niesnasek, skupmy się na czystych różnicach światopoglądowych, niezakorzenionych w płci lub wieku.

Na pewno dziesiątki razy zdarzyło się Wam napotkać na swej drodze typowych frustratów. Osoby niepotrafiące zrozumieć, że ktoś może mieć inne zdanie na dany temat. Nawet więcej – z moich obserwacji wynika, że doskonała większość w pewnych okolicznościach, gdy nie potrafi obronić swoich racji, zamienia się w takiego osobnika. Stąd powiedzenie „O gustach się nie dyskutuje”. Jest to moim zdaniem jedna z najgłupszych, szeroko akceptowanych myśli. Przecież zwykła rozmowa o pogodzie ma w sobie znamiona dyskusji o gustach, smakach czy poglądach. Ano bo ja panie, przykładowo – uwielbiam deszcz, bo trawka ładniej rośnie i w ogóle lepiej mi się wtedy myśli. „A co pan pierdzielisz, słonko grzać musi, człek od razu lepiej funkcjonuje”. I tak dalej. Od tego nie da się uciec. Zauważcie, jak trudno zachować pełny obiektywizm. Łatwo rzucać dziennikarzowi, że jest „nieobiektywny” w tym czy w tamtym. A my jesteśmy obiektywni? Nasz język w dużej mierze opiera się na przymiotnikach. Ciężko się bez nich obyć. Oczywiście wspomniany dziennikarz powinien ciągle dążyć do minimalizacji „stronniczości” w swoich tekstach, ale nigdy nie będzie to do końca możliwe. Zresztą sama definicja obiektywizmu mówi o zrównoważeniu pierwiastka racjonalnego i emocjonalnego. Nie na zupełnym pozbyciu się tego drugiego, gdyż to zwyczajnie niemożliwe. A więc, o ile pismak powinien nieustannie  się tego uczyć, w przypadku zwykłej osoby nie jest konieczne, bo czemu zmieniać naturę człowieka? Powinniśmy umieć racjonalnie ocenić daną sytuację, jednak zawsze, ale to zawsze nasze przemyślenia będą przefiltrowane przez doświadczenia z całego naszego życia, będą cechowały się subiektywizmem. I musimy w tym momencie zrozumieć jedną rzecz – u każdego odbywa się to identycznie. Mówienia o swoich racjach, bez negowania racji drugiej strony nie jest wcale takie trudne!

Zabawne, jak żywiołowo niektórzy ludzie przeżywają rozmowy na wszelkie tematy, przy których dochodzi do wymiany poglądów. To zrozumiałe, w końcu pisałem o subiektywizmie, lecz przy tym takie osoby nie potrafią ujrzeć świata w szerszej perspektywie. Nie potrafią wyjść poza swój pogląd świata. Mówimy wtedy o „wąskich horyzontach myślowych”, czy innych „brodzikach intelektualnych”. Niestety, to powszechny problem, ale o tym później. Podzieliłbym poglądy na „twarde” i „miękkie”. Te drugie wynikają często z braku głębszych przemyśleń i doświadczenia, albo „uparciu” na dany temat, zmieniają się dosyć często(na przykład – wykonywanie jakiejś prostej pracy w ten, bądź inny sposób. Zazwyczaj jest tak, że jedna metoda w większości wypadków może być optymalna do osiągnięcia danego celu). Te pierwsze rzadziej ulegają zmianie i najczęściej wynikają(a raczej powinny wynikać) z dłuższych przemyśleń, ale również, zaryzykowałbym wręcz stwierdzenie, że jest to po części skutkiem predyspozycji danej jednostki. Do tej grupy zaliczam między innymi: podejście do Boga, eutanazji, aborcji, tolerancji, kary śmierci oraz poglądy polityczne. Chodzi o „poważne sprawy”. Właśnie na takie tematy konwersacja bywa najbardziej żywiołowa. I tu pojawia się największy problem. Nie potrafimy znaleźć wspólnego języka. Świetnie widać to w polityce, wiadomo – demokracja, ustrój, w którym każdy ciągnie wózek w swoją stronę, a ostatecznie nikt nie jest zadowolony, osiągnięcie konsensusu jest bardzo trudne. Albo dziecinne wręcz kłótnie znanych polityków bawią, jednak nie tylko tam spotykamy się z czymś takim. Chociażby dyskusje o wierze, by była jasność przekazu – jestem osobą na swój sposób wierzącą, nie będę się szerzej teraz o tym rozpisywał, bo zajęłoby to połowę tego tekstu, ale normalnie w świecie wierzę. I muszę przyznać, że uwielbiam na takie ulotne, duchowe tematy dyskutować. Moi interlokutorzy często z miejsca zakładają sobie wiele rzeczy, tak jakby mnie znali i wiedzieli, na czym dokładnie polega moja wiara. Bardzo często zakładają też, że jestem idiotą. To zwyczajnie widać. Typowe podejście, szydercze pisanie o tym, że myślę iż Ziemia jest płaska, świat powstał w tydzień, a gdzieś na górze czeka na mnie dziadek z brodą… Tutaj działają stereotypy(które ułatwiają życie, nie zawsze są fałszywe, ale litości, poważna dyskusja nie może się opierać na głupich domysłach – wybaczcie dygresję). Wierzę, bo taki już jestem. Tak trudno to zrozumieć? Czy od razu muszę być „katolem/muslimem/żydem”? Czemu to właściwie tak tych ludzi boli? Nie jestem durniem, moja wiara nie opiera się na wyjaśnianiu wszystkich naturalnych procesów poprzez interwencję Boską czy inną moc Jedi.  Osoba, która naprawdę chce wynieść coś wartościowego z rozmowy, nie może podchodzić do drugiej, jak do idioty. Z każdej głębszej interakcji z człowiekiem(Chryste, ale to brzmi), da radę wynieść coś dobrego. Nawet w przypadku, gdy druga osoba ma zupełnie odmienne podejście. Należy mieć otwarty umysł. Przecież dobrze wiemy, że człowiek nie jest krową, zmienia poglądy(szanowny pan Palikot chyba jednak zbytnio bierze sobie ową myśl do serca). A nuż okaże się, iż nasz światopogląd może ulec lekkiej modyfikacji, zmianie na lepsze.

Wiele lat zajęło mi nauczenie się odpowiedniego prowadzenia dyskusji. Owszem, też wyśmiewałem większość poglądów, które nie były zgodne z moimi. Ale w momencie, jak zaczynałem coraz więcej i częściej intensywnie myśleć, moje poglądy uległy zmianie – nagle okazało się, że to co kiedyś wydawało mi się kretyńskie, ma sens. I o to właśnie w tym wszystkim chodzi. Wspomniana już nie raz „większość” ma do tego złe podejście. Polemika nie musi koniecznie polegać na przekonaniu kogoś do swoich poglądów. Powinna opierać się na wzajemnej wymianie doświadczeń, zdania na dany temat – a skutkować poszerzeniem, zmianą, lub spojrzeniem z innej perspektywy. W momencie, gdy mój rozmówca zaczyna się czerwienić i wykrzykiwać obelgi wiem, że wygrałem – to podstawowa zasada retoryki, wyprowadzić swojego oponenta z równowagi. Ale dla mnie takie „zwycięstwo” nie znaczy praktycznie nic. Bo cóż z tego, obserwujący rozmowę zauważą brak pewności drugiej osoby, ale ona sama poglądów nie zmieni. Ja również dumny i wzbogacony w ten sposób nie będę. Sztuką jest umieć rozmawiać. Jak to kiedyś, gdzieś przeczytałem „A w sumie to kogo obchodzi, w co kto wierzy, czy co popiera? Czy to naprawdę powód, by skakać sobie do gardeł?”. Jeśli widzę, że człowiek jest inteligentny, ogarnięty i potrafi racjonalnie wytłumaczyć swoje poglądy, czy to lewicowe, czy prawicowe – chętnie wdam się w dyskusję. Zakładanie, że ktoś jest w błędzie w momencie rozpoczęcia wymiany zdań nie jest zachowaniem godnym dojrzałego, myślącego człowieka, nieprawdaż? Krzyki i wyzwiska zostawmy do dyspozycji prymitywom, bo rozmowa znających nawzajem swoją wartość osób, nie musi być zwykłą potyczką słowną.

Advertisements

From → Felietony

5 komentarzy
  1. radiim permalink

    Madrze prawisz :) Czyzby moje pesudointelektualne wywody w piatek natchnely Cie w pewnym stopniu? xd i mowisz, ze ciezko niektory zrozumiec Twoje wierzenia, a zdziwilbys sie z jakimi ja sie sytuacjami spotkalem kiedy oznajmialem, ze w nic nie wierze.

    • Na ten temat dyskutowałem już od dłuższego czasu z wieloma osobami, więc w jakimś tam stopniu nasza rozmowa również ;)
      Raczej bym się nie zdziwił. To samo, tylko w drugą stronę. Na każdy temat ciężko z pewnym osobnikami dyskutować. Pozostaje ich uświadamiać, że są różne punkty widzenia.

  2. Adam permalink

    Miałem być pierwszą osobą, która usłyszy pełną wersję historii pod tytułem: „w co wierzę”. Niestety jakoś czas upłynął na innych tematach. W pewnym stopniu jesteś mi winny tą opowieść ;)

    Co zaś samego wpisu, to w środowisku studenckim jest trochę lepiej pod względem otwartości na odmienne poglądy. Poza tym sami mamy spory wpływ na to w jakim otoczeniu żyjemy. Możemy otaczać się ludźmi, którzy reprezentują sobą jakiś poziom mentalny. Warto poświęcić uwagę temu.

    Jednakże ogólnie poruszasz bardzo ważną kwestię i aspekt, który wiele mówi o dany człowieku. Rozmowa z osobą o zamkniętym umyśle jest bezcelowa, nieprzyjemna i do tego nudna.

    Kwestia nieprzekonywania i braku potrzeby oceniania odmiennych poglądów jako złych/błędnych jest w moim mniemaniu niesłychanie ważna. Śmiem twierdzić, że to jeden z objawów prawdziwej dojrzałości i mądrości jaka z niej płynie.

  3. Patrycja permalink

    Przemyślany i dobry tekst. Osobiście lubię rozmawiać na „ciężkie” tematy, ale jedynie wtedy, kiedy znam swojego rozmówcę na tyle dobrze, by wiedzieć, że mogę pozwolić sobie na szczere obnażenie poglądów i spotkam się z akceptacją ich. Trudno jest prowadzić dyskusję, która wywołuje emocje, bo jak wiadomo – emocje u każdego są różne, mają inną (mniejszą/większą) intensywność czy kierunek, czasem są tak bardzo sprzeczne, że porozumienie się jest niemal niemożliwe.

  4. Problem polega na tym, że bardzo wiele osób nie rozumie, że dyskusja nie polega na bezwzględnym przekonaniu drugiej strony, ale na wymianie myśli i poglądów. A z wymiany myśli i poglądów wszystkie strony dysputy powinny wyjść nie tyle przekonane, co wzbogacone i skłonione do refleksji. Ja za największe „zwycięstwo” w trakcie dyskusji poczytuję właśnie zmuszenie kogoś do przemyśleń.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: