Skip to content

Blogowy wieczór filmowy – „Jacob’s Ladder”

Maj 14, 2012

Postanowiłem rozpocząć nową(a przy okazji chyba pierwszą) serię tekstów na moim blogu. Czym się zajmę? Ano kinem. Wielkim jego znawcą oraz miłośnikiem nie byłem i raczej nie będę, lecz wynika to przede wszystkim z faktu, że mało co potrafi mnie zadowolić pod względem scenariusza i klimatu. Oczywiście od czasu do czasu obejrzę coś lżejszego, jednak zwykle, jeśli już coś oglądam, chciałbym by mnie to w jakiś sposób wzbogaciło, albo chociaż zmusiło do myślenia. We wspominanym cyklu postaram się przedstawić moje ulubione dzieła kinematografii, od razu zaznaczam, dużo tego nie będzie. Ale dzięki przyjęciu formy cyklu będzie mi łatwiej zmotywować się do systematyczności, a Wam, drodzy czytelnicy – pozwoli w mniejszym, lub większym stopniu orientować się, kiedy mniej więcej tekst się pojawi, a także jaka będzie jego tematyka. A czemu właściwie chcę o tym pisać? Głównie podzielić się ze światem tym, co uważam subiektywnie za dobre. Miło by było, gdybyście w komentarzach zamieszczali podobne do opisywanych filmy, sądzę, że po przeczytaniu kilku tekstów zrozumiecie czego poszukuję. Ale dosyć nudnego wstępu, przejdźmy do pierwszego obrazu, dzisiaj na tapetę weźmiemy „Jacob’s Ladder”, po naszemu „Drabinę Jakubową”.

————————————————————————————————————

Jacob’s Ladder

Drabina jest chyba jednym z pierwszych filmów z jakim miałem styczność, który wymagał prawdziwego skupienia przy oglądaniu. Po latach go sobie odświeżyłem i muszę przyznać, że nic nie stracił na wartości – wręcz przeciwnie.

Ale o czym właściwie opowiada? Poznajemy Jakuba Singera(Tim Robbins), weterana wojny w Wietnamie. Jak można się domyślić, nie łatwo odciąć się od demonów przeszłości. Bohatera nawiedzają koszmarne sny: o wojnie, o zmarłym synu, widzi dziwne istoty… Ale to dopiero początek, bo pojawiają się również wizje, majaki, które trudno odróżnić od rzeczywistości. Sytuacja staje się coraz bardziej zakręcona, a Singer podejrzewa, że może mieć to związek z pewnym dziwnym incydentem, który zdarzył się podczas wojny. Jego świat zaczyna się rozpadać. By odzyskać spokój, musi zrozumieć co go spotkało.

Jak widać początkowe założenia fabularne nie porażają specjalnie oryginalnością, ale nie w tym rzecz. Najważniejszym elementem budującym historię jest sama jej konstrukcja i przedstawienie. Oglądając zmagania bohatera z dziwnymi zdarzeniami, gdy próbuje pojąc co właśnie go spotyka, widz  zaczyna coraz bardziej wczuwać się w jego sytuację. Całości dopełniają migawki z wojny, mamy nadzieję na zobaczenie wyjaśnienia, ale twórcy grają na nosie oglądającemu, historia bardzo powoli zmierza do kulminacyjnego momentu. Niepokój budowany jest bardzo powoli, acz konsekwentnie, podobnie jak w lepszych książkach Kinga i Lovecrafta. Gdy wreszcie, zaciskając zęby i główkując nad sensem tego wszystkiego, zaskakuje nas finał, przedstawiający wszystkie wcześniejsze wydarzenia niejako w nowym świetle. Trudno uznać dzieło Adriana Lyne’a(reżysera), za typowy horror. Co to, to nie – tutaj chodzi o ciężki, przytłaczający klimat. O wpływanie na emocje, inteligentną grę z widzem. To właśnie między innymi na tym filmie wzorowali się twórcy Silent Hilla(rzecz jasna, mam tu na myśli grę).  Nawet po tylu latach Drabina wydaje się w świeży sposób ukazywać złożoność najpotężniejszego ludzkiego organu – mózgu. Zaraz po seansie wydaje się normalnym, w miarę inteligentnie zaprojektowanym obrazem. Wiele osób z pewnością chwilę po obejrzeniu zaprzestało analizy, ale po dłuższym zastanowieniu człowiek dochodzi do wniosku, że jest w tym coś więcej. Nie zabrakło symboliki, metafor, metafizyki, co jest dla mnie ogromnym plusem. By to zrozumieć, trzeba mieć pewne zaplecze intelektualne, trzeba też spędzić trochę czasu na przemyśleniach.

Adrian Lyne znany jest przede wszystkim z „9 i 1/2 tygodnia”, zadziwiające z jaką łatwością wskoczył w zupełnie inny klimat. Miał klarowną wizję tego, co chcę osiągnąć i do diaska – doskonale mu to wyszło. Jak mogliście powyżej przeczytać, scenariusz jest świetny, ale sądzę, że w dużej mierze wynika to z zaprojektowania kolejnych scen i odpowiedniego ich ukazania. Scenografia niektórych miejsc jest KAPITALNA, klimat wręcz ocieka z kolejnych ujęć, efekt jest piorunujący. Zdjęcia i montaż są same w sobie dobre, bo jak wiadomo, bez dobrze wykonanych ciężko mówić o klimacie. Niestety pojawiło się wiele błędów montażowych. Prawda jest jednak taka, że z większości z nich zdałem sobie sprawę dopiero po przeczytaniu kilku tekstów na temat filmu w internecie. Nie można nie wspomnieć o doskonale współgrającej z widzianym obrazem muzyce – zdaje się wręcz nieodłącznym elementem doświadczenia.

Film psychologiczny wymaga świetnego aktorstwa, śpieszę jednak z wyjaśnieniem, w Drabinie Jakubowej jest ono na wysokim poziomie, przynajmniej jeśli chodzi o najważniejsze postacie. Tim Robbins jest lubianym przeze mnie aktorem i w tym właśnie filmie doskonale zdałem sobie sprawę dlaczego. Po prostu umie  grać. Świetnie zagrał Jakuba, a rola była bardzo ciężko. Równie dobrze zaprezentowała się Elizabeth Peña, wcielające się w rolę dziewczyny głównego bohatera. Realistycznie oddała zachowanie osoby, której partner zaczyna odchodzić od zmysłów. Wspomnę jeszcze o doskonałej kreacji Danny Aiello. Reszta obsady nie popisała się niczym specjalnym, ale nic dziwnego – to teatr jednej postaci. Większość bohaterów stanowi jedynie tło.

Mógłbym napisać jeszcze wiele, wspomnieć o genialnym procesie budowania namacalnej grozy, o szaleństwie, cierpieniu, ale i nadziei. Postaram się wszystko sklecić w jakieś zgrabne podsumowanie. Nie jest to film dla wszystkich, szczególnie dla ludzi, którzy podchodzą do kina z wyłączonym ośrodkiem myślenia, nie szukający w filmie niczego więcej, aniżeli prostej rozgrywki. Osoby lubiące jednak mroczną atmosferę, motyw szaleństwa, pokuty, oczyszczenia oraz piekła i nieba, poczują się jak w domu. Szaleństwo Jakuba przeraziło mnie bardziej, niż większość horrorów razem wziętych, ale nie był to strach prymitywny, a głębszy, zakorzeniony głęboko w człowieku, pierwotny strach przed nieznanym i niezrozumiałym. Sam zdecyduj, czy to coś dla Ciebie. Nie żałuję ani jednej minuty spędzonej na oglądaniu Drabiny Jakubowej, a kilka mocnych scen chyba na zawsze wryło mi się na zawsze w psychikę.

Reklamy

From → Filmy

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: