Skip to content

Recenzja filmu – „The Dictator”

Listopad 4, 2012

Sacha Baron Cohen zasłynął przede wszystkim mocarną satyrą, znaną jako „Borat: Podpatrzone w Ameryce, aby Kazachstan rósł w siłę, a ludzie żyli dostatniej”. Oprócz tego wykreował również postać rapera „Alego G” oraz austriackiego homoseksualisty imieniem Bruno. Przyznam, że z tym ostatnim nie miałem odwagi się zapoznać…

Kolejną jego kreacją jest przerysowany, arabski dyktator imieniem Aladeen. Tyran, rządzący twardą ręką ludem Wadiya’i. Z lubością terroryzuje swoich rodaków, ze wszystkich sił starając się ochronić swój naród przed plugawą demokracją. ONZ naciska na otworzenie granic, wprowadzenie równości oraz tolerancji, wolnych, demokratycznych wyborów i całej listy innych, charakterystycznych dla zachodu praw. Aladeen mocno trzyma się swoich ideałów, niestety ktoś próbuje pozbyć się wspaniałego wodza, a następnie pod pretekstem wprowadzenia demokracji, sprzedać ogromne zasoby ropy znajdujące się na terenie kraju. Ostatecznie w wyniku kilku wydarzeń, bohater zostaje pozbawiony swojej charakterystycznej brody i ląduje w samym środku amerykańskiego miasta. W tym samym czasie jego sobowtór zamierza podpisać międzynarodową ugodę…

Pewną rzecz trzeba zaznaczyć od razu. O ile „Borat” był swoistym zlepkiem prowokowanych scen, niskobudżetową komedią, o tyle „Dyktator” to produkcja większa, w którą włożono sporo pieniędzy, a scenariusz jest całkiem konkretny i spaja kolejne wydarzenia w jako-taką logiczną całość. Wszystko profesjonalnie nagrano i zmontowano, nie ma mowy o stylizacji na dokument. Oczywiście to nie zmienia faktu, że nie mamy do czynienia z ambitnym kinem, ponieważ zupełnie nie o to w filmach Sachy chodzi.

Jak to w komediach bywa, gagi są podstawowym budulcem całości. Po „Dyktatorze” możemy więc spodziewać się mniej więcej tego samego, czego po wcześniejszych dziełach komika – dużo chamskiego dowcipu, masa rasistowskich żartów, szydercze wyśmianie właściwie wszystkiego i wszystkich: dyktatorów, homoseksualistów, żydów, czarnoskórych, kobiet, „demokracji”, USA, lewicowych działaczy, nieświadomych swojej zaściankowości osób i właściwie każdego innego możliwego tematu.

Gburowaty charakter dyktatora, w zadziwiający sposób wywołuje sympatię. Naprawdę trudno być obrażonym na czarny humor prezentowany w filmie. Tym bardziej gdy ostatecznie okazuje się, że w gruncie rzeczy Aladeen to dobroduszna osoba, chcąca się zmienić. Wszystko jest tak sympatyczne, umowne i przerysowane, że mimowolnie budzi pozytywne odczucia. Choć jeśli ktoś jest mocno uczulony na chamskie poczucie humoru, najlepiej niech od razu odpuści sobie seans. Szczególnie, że znalazło się też sporo scen w których przekroczono granicę dobrego smaku. Zadziwia to w momencie, gdy ogólnie Sacha trochę „zmiękł”, czego dowodem jest na przykład „pozytywne” zakończenie. Tego typu wulgarne momenty w „Boracie” również odrzucały, ale pasowały do (specjalnie) bardzo niskiego poziomu. Natomiast w opisywanej produkcji z poziomem jest troszkę lepiej, a przesadzone sceny tylko przeszkadzają. Odbiór filmu staje się utrudniony w momencie, kiedy mamy ochotę zamknąć oczy z nadmiaru żenady. Nie chcę tu udowodnić, jakoby „Dyktator” był, oprócz tych kilku scen, produkcją ambitną. Dalej niewiele wystaje ponad poziom rynsztoku, jednak widać od razu, że starano się obraz nieco ugrzecznić, tak, by był bardziej strawny dla szerszego grona odbiorców. Kierunek jest dobry i liczę, że przyszłe filmy Cohena będę mógł oglądać bez, momentami, uczucia totalnego zażenowania.

Często w tekstach publicystycznych, opisujących działalność komika, pisze się o tym, że jego filmy są kloaką, lecz trudno mu odmówić pewności siebie i potocznie mówiąc – „jaj”. Zgadzam się z tym. W dobie szerzącej się poprawności politycznej, cieszy obecność kogoś, kto próbuje podejść do tego wszystkiego z dystansem i humorem.

„Dyktator” nie jest w żadnym stopniu filmem ambitnym, błyskotliwym i ciekawym. To prosta, wyśmiewająca wszystko dookoła komedia. Zrealizowano ją dobrze, żart poprzez swoją dosadność jest zadziwiająco świeży. I jeśli masz dosyć wspomnianej poprawności politycznej, tolerujesz czarny humor i nie bierzesz życia tak zupełnie na poważnie – warto zapoznać się „Dyktatorem”. A tak po prostu, na przekór ciągłej powadze i ciągłym pozwom o obrazę uczuć religijnych czy rasizm. Obcowaniem ze sztuką toto nie jest, wręcz przeciwnie. Jednak warto zobaczyć czasem coś głupiego, zresetować się. I jak to mówią: „Powaga zabija powoli”!

Tytuł : “The Dictator” (Polski :  “Dyktator”)
Gatunek
:  komedia
Reżyser
: Larry Charles
Premiera
: 18 maja 2012 (Polska) 16 maja 2012 (świat)

Advertisements

From → Filmy

3 komentarze
  1. NuGuns permalink

    Oglądałem niedawno. Film bardzo nierówny, czasami prezentuje niezły sarkastyczny humor, a zaraz później żarty rodem z dzisiejszego gimnazjum. Przy niektórych widać, że są wrzucone trochę na siłę. Film nie był zły, ale po trailerze spodziewałem się czegoś nieco lepszego.

    • Niestety, dzisiejsze trailery często pokazują najlepsze sceny, albo zdradzają praktycznie całą fabułę, co jest chyba jeszcze gorsze. Ogólnie film i humor niskich lotów, ale w sam raz do piwa i popcornu ze znajomymi.

  2. Castiell permalink

    Być może obejrzę w najbliższy piątek. Oczywiście przy piwie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: