Skip to content

Mainstreamowe media kłamią. A niezależne?

Luty 5, 2013

Ostatnio przypadkiem wpadł mi w ręce jeden z nowszych numerów Gazety Wyborczej. Czytelnikiem, a tym bardziej fanem tego dziennika nie jestem, ale w końcu warto czerpać informacje i pomysły z różnych źródeł. Natrafiłem tam na tekst zajmujący się zagadnieniem krążącym troszeczkę wokół dziennikarstwa obywatelskiego. Ostatnimi czasy rozmyślałem trochę na ten temat, więc materiał dodatkowo zachęcił mnie do napisania notki odnośnie tegoż problemu. Choć głównym celem tekstu w GW było poinformowanie o przeróżnych recenzenckich przekrętach, ja bardziej ogólnie wypowiem się o zjawisku. Artykuł znalazłem również w formie cyfrowej, więc jak ktoś jest zainteresowany, proszę bardzo – TEKST

Jak zwykle, zacznijmy od zdefiniowania pojęcia. „Dziennikarstwo obywatelskie”, jak informuje Wikipedia: rodzaj dziennikarstwa uprawianego przez niezawodowych dziennikarzy w interesie społecznym.
Jego powstanie i rozwój wiążą się z internetem, bo to medium – w przeciwieństwie do prasy, radia czy telewizji – umożliwia każdemu interaktywne współtworzenie swojej zawartości i jej masowy kolportaż. Internet pozwala na tworzenie i publikację artykułów w czasie rzeczywistym oraz wspólną pracę w sposób wirtualny dziennikarzy z całego świata.
Więcej na ten temat oczywiście tutaj.

Mamy z grubsza wyjaśnienie tego zjawiska, ale należy zadać pytanie – dlaczego stało się ono tak popularne? Oczywiście podstawę stanowi tutaj możliwość pokazania światu własnej opinii. Przed rozpowszechnieniem Internetu zwykły czytelnik nie mógł łatwo skontrować argumentów krytyka/dziennikarza, podzielić się osobistymi odczuciami. Gdy damy człowiekowi dostęp do globalnej wioski, z chęcią zacznie się wypowiadać, to zupełnie naturalne. Ale to nie jedyny powód, dla którego dziennikarstwo obywatelskie stało się tak popularne. Ludzie zwyczajnie stracili szacunek i wiarę w media. Przyczyniło się do tego „uczłowieczenie” dziennikarzy i różnych osobistości. Nie jest dla nas niczym wielkim, że „ktoś tam, gdzieś publikuje swoją opinię”. Teraz w każdym momencie możemy wysłać do dziennikarza maila, skomentować artykuł lub zwyczajnie napisać polemikę i umieścić ją w sieci. Dziennikarze i krytycy nie są dla nas żadnymi osobistościami. Nie bez znaczenia są również liczne sytuacje, gdy ten czy inny dziennikarz napisał o czymś w konkretny sposób, z powodu nacisków lub delikatnych i nie tylko sugestii (słynne promki, reklamy, w końcu pewnie i łapówki). Każdy z nas słyszał o takich przypadkach. Jednak dla większości z nas największym problemem i tym, co najbardziej odrzuca od mainstreamowych mediów było, jest i będzie ich tabloidyzacja oraz sprzyjanie danej stronie konfliktu, szczególnie w polityce. Ileż to ja się nasłuchałem, że ta gazeta sprzyja jednej partii, tamta znowu tej, tamci są skrajnie lewicowi i zakłamują rzeczywistość, a jeszcze inni są prawicowi i także nie piszą całej prawdy. I rzeczywiście, coś takiego ma miejsce. Tyle tylko, że uciekanie od tego całego bałaganu w stronę dziennikarstwa obywatelskiego jest niczym, jak w pewnym znanym polskim przysłowiu o stryjku, zamianą siekierki na kijek. I hipokryzją. Co postaram się poniżej czytelnikom uświadomić. Zaznaczę jeszcze tylko, by uniknąć nieporozumień, że osobiście w ogóle nie ufam mass mediom. Zdecydowanie wolę media niezależne, ale uważam, że nie należy do nich podchodzić z bezgranicznym zaufaniem.

Klasyczne zdjęcie, pokazujące, jak mogą nami manipulować media. Ale czy rzeczywiście w Internecie nikt nam "nie wkręca kitu"?

Klasyczne zdjęcie, pokazujące jak mogą manipulować nami media. Ale czy rzeczywiście w Internecie nikt nam „nie wkręca kitu”?

Czym jest dla Was recenzja? Jeszcze do niedawna wielu krytyków miało status wielkich osobowości. Myśleliśmy o takich ludziach jako o znawcach tematu, inteligentnych dziennikarzach, którzy mają odpowiednie predyspozycje i doświadczenie by wypowiadać się i dokonywać krytyki kultury. Ciągle są takie osoby, ale ich znaczenie zdecydowanie zmalało. Część powodów wymieniłem wcześniej. Teraz pod recenzjami pojawiają się dziesiątki komentarzy, bardzo często negatywnych. Co ciekawe, zwykle krytyk ma wcześniejszy dostęp do obiektu recenzji, a mimo to czytelnicy, samemu nawet nie zapoznając się z opisywanym dziełem, rzucają tekstami o braku obiektywizmu, „sprzedaniu się” i w ogóle o upadku obyczajów. To jeszcze pół biedy. Gorzej, gdy taki zwykły człowieczek obejrzał np. film i z ciekawości szuka jakichś profesjonalnych opracowań i recenzji. Jeśli krytyk ma opinię niezgodną z opinią czytelnika, ten drugi korzysta z możliwości Web 2.0 i czasem wypowiada swoje zdanie. I wszystko byłoby fajnie, gdy nie fakt, że taka wypowiedź jest nierzadko pozbawiona jakiegokolwiek obiektywizmu. Czytelnicy wymagają od recenzentów obiektywizmu (który jest praktycznie niemożliwy do osiągnięcia przy recenzowaniu czegoś, gdzie w grę wchodzą własne emocje i odczucia), który jest w rozumowaniu niektórych ich własnym zdaniem. Sami nie widza przeszkód w ocenieniu czegoś na 1 w skali 10 z „bo gupie jest, nie podoba mi się”. By nie wyjść na jakiegoś świętego, lubię poczytać opinie użytkowników przed zakupem gry/filmu/serialu/książki, lecz staram się szukać tych wyglądających na najbardziej rozsądne i przemyślenia. Niestety, doskonała większość opinii i dyskusji to zwykła, pozbawiona jakiejkolwiek wartości merytorycznej chaotyczna wymiana zdań, przywodząca na myśl filozofowanie spod budki z piwem. Patrzę na to nieco inaczej, jednak dla typowego Kowalskiego jakaś napisana łamaną polszczyzną, totalnie subiektywna opinia jest warta więcej, niż długa i profesjonalna recenzja „jakiegoś tam mądrali”. Broń Boże nie używać barwnych środków stylistycznych i figur retorycznych. Prosty człek woli przeczytać taką prostą „recenzję”, gdyż jest ona napisana przez takiego człowieka jak on – dziennikarze nie są już opiniotwórczy. Nie darzy się ich zazwyczaj większym szacunkiem i zaufaniem. Rzecz jasna jest to zrozumiałe, że lepiej przeczytać opinię osoby do nas podobnej, ale moim zdaniem, to właśnie inteligentniejsza, bardziej rozeznana w temacie persona jest wstanie napisać tekst, który uwzględni potrzeby różnych typów konsumentów. I spojrzy na całość bardziej obiektywnie. Czemu tak ciężko nam przyznać, że ktoś może się na czymś znać lepiej od nas?

Nie do każdego trafia język profesjonalnych recenzji. Te cały czas czytają intelektualiści, ale zwykli ludzie zdecydowanie wolą recenzje pisane od serca, liczące najwyżej 500-600 znaków – mówi Monika Marianowicz, rzeczniczk Empiku. To są fakty. Popytajcie znajomych czy bardziej zawierzą opinii krytyka, czy tez raczej skierują się w stronę szarych odbiorców. Jest w tym sporo logiki, w końcu to zdanie użytkowników/odbiorców jest najważniejsze, lecz nie zapominajmy, że takie wywody są zwykle z gruntu stronnicze. Trochę lepiej wygląda sytuacja przy recenzjach i krytyce na różnych blogach. Można tu zwyczajnie trafić na lepsze i gorsze, ale te naprawdę pozbawiona wartości raczej schodzą na dalszy plan. Osobiście, gdy przeczytam pozytywną recenzję filmu, np. Bartka Czartoryskiego czy na blogu Jerry’s Tales albo gdy Michał Stonawski poleci jakąś ciekawą książkę lub opowiadanie, od razu wpisuję dany film lub prozę na listę następnych do „obczajenia”. Ale Ci Panowie reprezentują dobry, naprawdę profesjonalny poziom. Każdy z nich ma mniejsze lub większe doświadczenie dziennikarskie, co tylko świadczy o tym, że do dobrego pisania trzeba mieć porządne zaplecze. Dziś niestety nie jest to specjalnie pożądane i cenione.

Teraz, gdy ktoś próbuje reprezentować w miarę obiektywne stanowisko, stara się tworzyć profesjonalne materiały, odbiorca ma go za „mądrzącego się, przeintelektualizowanego pseudo-dziennikarza”. Oczywiście gdy ktoś konsekwentnie trzyma wysoki poziom, zostaje to docenione przez część miłośników danego segmentu rozrywki i kultury, lecz by osiągnąć największą popularność czy nawet zarobić, trzeba pisać jak krowie na rowie. Najlepiej pod opinię społeczności, bo wtedy więcej „lajków” wpadnie. Naprawdę nie pamiętam kiedy ostatni raz czytałem jakiś komentarz w najpopularniejszych miejscach w sieci, w którym anonimowy internauta pogratulowałby autorowi ciekawego tekstu, choć osobiście ma inne zdanie.

Recenzje recenzjami, jednak naprawdę strasznie się robi, gdy człowiek przyjrzy się sprawom poważniejszym. Polityce, szeroko pojętemu światopoglądowi i podobnym. Siedzi sobie taki szary, zwykły osobnik o konkretnych poglądach, czyta magazyn reprezentujący inną linię poglądów i krzyczy „panie, toć tu oszukują”. I wchodzi do Internetu, zagląda na serwis odpowiadający jego poglądam. I niejednokrotnie łyka wszystko jak leci. Nawet nie zauważając, że odwiedzany przez niego portal robi dokładnie to samo, co robi godzący w jego pojmowanie świata magazyn, tylko w drugą stronę. Ktoś taki często naprawdę wierzy w obiektywizm tego, co czyta. Trawi większość informacji jako prawdę objawioną. Naprawdę, nie ma praktycznie „amatorskich” portali, które byłyby zupełnie obiektywne. Normalnie w świecie nie ma. Tak samo, jak nie ma takich gazet i tworzonych za dziesiątki tysięcy stron. Tyle że profesjonalny, doświadczony dziennikarz pracujący za pieniądze, przynajmniej bardziej stara się iść w stronę obiektywizmu. Nie wspominając o jakości materiałów, jakie produkuje. Choć nie zawsze, to sprawa oczywista. Inna sprawa, że i tak wiadomo, iż duża część wesołej twórczości internautów, to i tak kopiuj-wklej z prasy, jedynie z korektą treści według swojego zdania na dany temat.

Bardzo popularne w sieci są afery. Przeróżne. Szczególnie gorzkie żale. A to wielka firma niedobra, źle potraktowała mnie – klienta. Wrzuca się coś takiego na różne serwisy, a ludzie czytają i kiwają głowami. Ponieważ lubią „dowalić” wielkiej korporacji, która niesprawiedliwie potraktowała klienta. I to jest zrozumiałe, jak najbardziej to popieram. Problem w tym, że bardzie wiele takich tekstów i żali w Internecie, może być historią zmyśloną w celu zdobycia uwagi, próbą wyłudzenia lub po prostu pokazaniem historii tylko z jednej perspektywy. Bo często, a może nawet zawsze, nie ma czegoś takiego, jak „najprawdziwsza, obiektywna prawda”. Jak potwierdzić tego typu rewelacje i afery w Internecie? Nijak. Każdy może wejść i napisać ckliwą historyjkę, jak to został oszukany. A w sytuacjach, gdy ktoś/coś/gdzieś/komuś zrobił, zdobywał poparcie tłumu, może dojść nawet do internetowego linczu, łącznie z wrzucaniem prywatnych danych, zdobywaniem i publikowaniem zdjęć oraz obraźliwymi epitatami (w najlepszy przypadku). Większość osób nie wymaga nawet od autora zarzutów konkretnych dowodów. Na widły winowajcę i kropka. Ślepe podążanie za tłumem, o którym pisałem całkiem niedawno. Jest to niezwykle groźne. Dziennikarz, w momencie podania błędnych i szkodzących komuś informacji często wylatuje z pracy, kończy w sądzie i z negatywną opinią, bez szans na powrót do swojej pracy. Właśnie dlatego unika tego typu sytuacji. Internauta pod płaszczykiem anonimowości, czuje się bezkarnie.

Oto opinie, jakie internauci uznali za pomocne. I wszystko jasne. Druga została zamieszczona jeszcze przed premierą komentowanego produktu...

Oto opinie, jakie internauci uznali za pomocne. I wszystko jasne. Druga została zamieszczona jeszcze przed premierą komentowanego produktu…

Teraz należy się zastanowić nad czymś innym – tak, wielu dziennikarzy pisze pod wpływem delikatnych sugestii, podlizuje się wydawcom i politykom. Ale naprawdę ktoś myśli, że np. blogerzy i redaktorzy drobnych, zupełnie amatorskich serwisów są na coś takiego odporni? Podpowiem – nie, nie są. Tacy recenzenci zwykle nie mogą sobie pozwolić na prawdziwą krytykę, bo inaczej serwis nie dostanie materiałów oraz reklam. Bloger również lubi coś dostać za swoją pracę. Nie oceni surowo gry, którą dostał do recenzji. Bo następnej nie dostanie. Smutna prawda, lecz więksi mogą pozwolić sobie na więcej. I nie chcę tu sugerować, że wszystkich amatorów-dziennikarzy można wrzucić do jednego worka oraz że wszyscy wydawcy i politycy naciskają na pisanie pozytywnie o ich produktach i osobach. Są różni ludzie, chcę tylko uświadomić, że dziennikarstwo obywatelskie, oprócz wielu niezaprzeczalnych plusów, może też multum wad. A czy każda krótka opinia na forum lub w komentarzach pod artykułami jest prawdziwą opinią piszącego? Jasne, że nie. Nie od dziś wiadomo, że po sieci krążą dziesiątki tysięcy osób, które delikatnie sugerują potencjalnym klientom, iż właśnie ten produkt lub polityk jest „ok”. Tak zwany marketing szeptany. I nie są to jakieś teorie spiskowe, niejedną taką osobę już zdemaskowano, wystarczy poszukać, nie brakuje przykładów.

Nie chcę tu demonizować wszelakich przejawów obywatelskiego dziennikarstwa. To rewolucja, zupełnie nowy sposób tworzenia treści i dyskusji społecznej. Coś wspaniałego, lecz zarazem niebezpiecznego. Zarazem nie chcę też, by ktoś wziął ten tekst za idealizowanie „profesjonalnego” dziennikarstwa. Zarówno jedno, jak i drugie, ma swoje grzeszki. Ale to właśnie internetowe informacje wzbudzają w nas coraz większe zaufanie. Moim zdaniem, nie do końca jest to dobra droga. Musimy zwolnić, bardziej krytycznie podchodzić do rzeczy, które znajdujemy na stronach WWW. Szczególnie opinii. Musimy pamiętać, że nawet taki zwykły, normalny człowiek jak my, nie zawsze jest obiektywny i szczery w swoich wywodach. Wystarczy odrobina rozsądku.

Reklamy

From → Felietony

4 Komentarze
  1. Kiedyś na filmwebie trafiłem na pewną recenzję filmu / serialu / czegoś_co_nie_pamiętam – charakteryzowała się ciekawym słownictwem i zauważalnym był fakt, że autor ma smykałkę do pisania. Pierwszy komentator z góry nie omieszkał wyrazić swojej mocno negatywnej opinii z tego powodu – bo przecież prosty czlowiek nie zrozumie.

  2. FAŁSZYWY PROROK TO TELEWIZOR

  3. muzzy48 permalink

    „Bo często, a może nawet zawsze, nie ma czegoś takiego, jak “najprawdziwsza, obiektywna prawda”.

    No pięknie Pan pisze. Czytam, czytam, aż tu taki babok. Wyżej zacytowane – to typowo postmodernistyczne, nielogiczne zdanie. W dodatku jest opinią.
    Jeśli ktoś stracił nogę, to ją po prostu stracił. I to jest prawda. Opinia byłaby natomiast brzmiałaby np, że „stracił nogę z przyczyny niedouczonego lekarza”.
    Inny przykład. Codziennie piejący kogut powoduje wschód słońca. To jest właśnie opinia. A prawda: kogut nie powoduje wschodu słońca, gdyż słonce „wstaje” niezależnie od piania czy nie piania koguta.
    Opinie się Panu zatem z faktami mylą i tu także czuć niestety wpływ „edukacji” mainstreamowych mediów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: