Skip to content

Pierwszy dzień lata, historyjka

Czerwiec 24, 2013

Pierwszego znalazłem nad ranem.

Leżał tak nieopodal wielkiej lipy, z kończynami rozłożonymi na cztery strony świata, jak gdyby starał się ogarnąć absolut. Ciało przywodziło na myśl szmacianą lalkę, którą ktoś z impetem rzucił o ziemię. Bezwładne, pozbawione świadomości, puste. Znany odór dotarł do moich nozdrzy, nawet rześki, poranny zefir nie był w stanie oczyścić okolicy z tego zapachu. Przyjrzałem się twarzy leżącego. Głowę miał skierowaną w stronę korony drzewa, jednak nie mógł przecież nic widzieć. Sina i pozbawiona konkretnego wyrazu twarz była świadectwem szaleństwa, jakie wydarzyło się tu poprzedniej nocy. Powoli rozpoczynające kwitnienie drzewo w połączeniu z leżącym pod nim, brudnym i sponiewieranym cielskiem tworzyło groteskowy obraz.

Najebany.

Ruszyłem dalej, spieszyłem się. Szedłem tak dziarskim krokiem, kontentując przyjemną, poranną pogodę. W prawicy trzymałem słodki, chłodny nektar – maślankę truskawkową, co jakiś czas raczyłem się tym wspaniałym trunkiem, który przyjemnie łechtał przełyk. Było pięknie, jednak coś nie dawało mi spokoju. To ta cisza. Cisza, która nawet jak na taką skromną mieścinę była nienaturalna. Było też niezwykle pusto. Zwykle o tej porze widziałem wielu wędrowców, tym razem jednak przez całą drogę nie ujrzałem prawie nikogo. Tylko raz czy dwa w okolicy z rykiem przejechał diabelski pojazd napędzany siłą mechanicznych koni. Apokalipsa? Czyżby w nocy doszło do jakiegoś tragicznego wydarzenia i zginęło 95% populacji? Polskie pustkowia? Zagadki nie dawały mi spokoju. W myślach liczyłem już na ile starczą mi zapasy i jakie mam szansę przeżycia konfrontacji z grabieżcami.

W momencie głębokiego zamysłu ujrzałem jego. Bestia szła koślawo, rzucało nią na wszystkie strony, miotało jak szatan. Dychała ciężko, a wzrok miała nieobecny. Lecz wiedziałem, że gdzieś głęboko w mózgoczaszce najbardziej podstawowy i prymitywny proces pozwolił jej mnie ujrzeć. Zbliżała się. Przestraszyłem się, gdy stworzenie nagle ustało. Nawet jej konwulsje zniknęły. Wzrok się wyostrzył. Stworzenie po prostu stało i wierciło swoim przeszywającym wzrokiem cudowny, łagodzący ból napój, jaki trzymałem w ręce. Istota oblizywała się przy tym ostentacyjnie. W starych, mądrych tomiszczach napisano tysiące lat temu, że dzielenie się jest zachowaniem typowym dla ludzi dobrych. Ja jednak nie byłem dobry. Szybko minąłem dziwnego stwora i jednym łykiem dokończyłem maślankę. Gdy przeszedłem kolejne kilkaset metrów spojrzałem za siebie – stwór dalej stał w miejscu, spoglądając w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą byłem.

Zmierzając do celu swej podróży, spotykałem kolejnych. Było ich niewielu. Tymi nie miotało, po prostu mechanicznie, ze świadczącą o ogromnym cierpieniu miną wlekli się traktem. Smutny był to widok (miałem zamieścić zdjęcie poglądowe, ale nie zrobię tego z uwagi na drastyczność).

Gdy dotarłem na przystanek, zauważyłem trzy kolejne wycieńczone osoby, które wyłoniły się ze swoich siedlisk i wyszły na światło dzienne. Garstka ich była zaledwie, ale wszyscy zmęczeni życiem, przygaszeni i smutni. Popijali tajemnicze napoje, które pewnie miały przynieść im ukojenie. Pili i milczeli. Zwykle o tej porze widzę w tym miejscu minimum tuzin osób, czasem wesołych, czasem smutnych, ale rozmawiających ze sobą, analizujących otoczenie. Nie tym razem. Stałem obok trójki żywych trupów.

Kiedy wsiadałem do opustoszałego autobusu w mojej głowie pojawiło się rozwiązanie wielkiej tajemnicy. Kolejny raz wirus wirus filipiński* zdziesiątkował populację. Polacy godnie świętowali pierwszy dzień lata.

*choroba przenoszona drogą kropelkową.

Advertisements

From → Felietony, Humor

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: