Skip to content

Recenzja serialu „Grimm”, czyli zabójcy potworów są w modzie

Sierpień 4, 2013

Zdaje się, że o Grimm dowiedziałem się jak to zwykle bywa – przypadkiem, przeglądając fanpage Jerry’ego. Pisał o Grimm jako serialu prostym, ale będącym „całkiem smacznym kolażem baśniowych klimatów i serialu kryminalnego.” Akurat nie za bardzo szukałem nowości, więc niespecjalnie się tematem zainteresowałem, ale z biegiem czasu pokończyły się kolejne oglądane przeze mnie serie, a jednocześnie nie chciałem zaczynać czegoś ambitnego, co zbyt mocno by mnie zaabsorbowało. Przypomniałem sobie o „Grimm”.

Recenzje i komentarze na temat tegoż dzieła są różne – a to, że zrzynka z „Supernatural”, a to, że średnio ciekawe, a to, że nuda do kwadratu. Postanowiłem jednak dać mu szansę. Z perspektywy czasu uważam, że była to naprawdę dobra decyzja.

Zawiązanie akcji jest raczej niezbyt pasjonujące. Ot, młody detektyw, Nick Burckhardt, zaczyna widzieć dziwne rzeczy. Spotyka osoby, których twarze na jego oczach zamieniają się w karykaturalne gęby różnych bestii. W skutek tego Nick coraz bardziej powątpiewa w swoje zdrowie psychiczne, ale w międzyczasie odwiedza go umierająca ciotka – lakonicznie tłumaczy mu, że jest potomkiem Grimmów. Jak się okazuje, Grimmowie nie zajmowali się pisaniem bajek, a dokumentowaniem autentycznych spotkań z plejadą najróżniejszych wybryków natury. Nasz detektyw, jako potomek tego znamienitego rodu, jest w stanie dostrzec coś, czego nie widzą normalni ludzie – potwory ukrywające się pośród ludzi. Bohater potrafi ujrzeć ich prawdziwą naturę. Ciotka zostaje zaatakowana, a później w tajemniczych okolicznościach zamordowana – zostawia Nickowi jednak coś więcej niż oświadczenie o jego wyjątkowości, zostawia mu również spuściznę w postaci starej przyczepy wypełnionej dziennikami i pamiętnikami opisującymi najróżniejsze potwory, a także masę broni i fiolek o nieznanej zawartości.

 3

Sytuacja wyjściowa powinna z pozoru frapować, ale mnie osobiście średnio to wszystko zainteresowało. Przede wszystkim uważam, że podobnie jak w dziesiątkach innych seriali, dostaliśmy za krótkie wprowadzenie. Telewizja umożliwia nieco bardziej przemyślany, wyrafinowany i wolniejszy rozwój akcji – czemuż to twórcy starają się władować wszystkie podstawy w jednym odcinku? Jasne, wiem co starają się osiągnąć. Dobrze jest, gdy znamy od pierwszego epizodu bohaterów i styl oraz tematykę serialu, ale często akcja zdaje się przez to naciągana. A widz nie do końca rozumie, dlaczego wszystko potoczyło się tak szybko. Burckhardt widzi potwory CIACH przyjeżdża ciotka, mówi, że jest wybrańcem CIACH ciotka zostaje zaatakowana CIACH bohater walczy z potworami… i tyle. Niezbyt ciekawie i odpowiednio rozlegle ukazano nam założenia serialu oraz rysy postaci. Takie tam „zawiązanie akcji i bierzemy się do normalnych odcinków”. Wolałbym, żeby wyglądało to trochę inaczej.

Mamy tu do czynienia z najpopularniejszą chyba teraz formą opowiadania historii  w tym medium – serial proceduralny, z toczącą się ciągle „gdzieś tam w tle” główną osią fabularną, która nabiera zwykle tempa pod koniec sezonu. Połączenie kryminału z baśnią pozwala tworzyć całkiem fajne historie, jednakże w pierwszym sezonie scenarzyści szybko popadają w irytujący schematyzm. Jesteśmy świadkami jakiegoś przestępstwa, Nick przygląda się sprawie, w końcu okazuje się, że za wszystkim stoją tajemnicze stworzenia. Detektyw sprawdza z czym tak naprawdę walczy czytając książki zostawione przez ciotkę, po czym w taki lub inny sposób rozprawia się z zagrożeniem. Kolejne odcinki ogląda się przyjemnie, lecz nie opuszczało mnie poczucie monotonności. Drugi sezon natomiast, to zupełnie inna, nomen omen bajka. Akcja zaczyna przyśpieszać. Widać, że scenarzyści poczuli się nieco swobodniej i rozwinęli skrzydła. W obrębie pomyślanej konstrukcji odcinka wymyślają coraz to bardziej pokręcone rzeczy i w końcu pojawiają się twisty fabularne. Wątki są ciekawsze, chociażby na głębi zyskuje relacja Grimma ze swoją dziewczyną, czy z partnerem – Hankiem albo przyjacielem Monroe. Wreszcie serial ogląda się z prawdziwym zainteresowaniem, a kolejne epizody intrygują i zmuszają do zastanowienia się nad dalszym rozwojem akcji. Rzadko zdarza się, by autorzy jakiegoś serialu dokonali takiego progresu na przestrzeni sezonów. Z niecierpliwością czekam na to, co pokażą w kolejnym. Szczerze mówiąc, na początku pomysł będący podstawą serialu – stworzy żyjące w ludziach, wydawał mi się nietrafiony. Po prostu pomyślałem, że „nie mieli już czego wymyślić”, ale mitologia świata przedstawionego z każdym odcinkiem jest rozbudowywana i jest zwyczajnie coraz bardziej interesująca.

12

Mocno rozpisałem się nad fabułą, ale jak wiadomo, słabi aktorzy są w stanie zepsuć nawet najlepiej napisaną postać. Na szczęście w tym przypadku nie jest tak źle. Aktor odgrywający rolę Nicka (David Giuntoli) dosyć dobrze wpasował się w rolę. Widać, jak początkowo zagubiony, młody człowiek nabiera coraz większej pewności siebie. Z resztą obsady bywa różnie. Taki Russell Hornsby wcielający się w partnera Nicka wypada tak sobie – gra poprawnie, jednak jego kreacja do ambitny nie należy. A już Bitsie Tulloch odgrywająca postać dziewczyny bohatera zupełnie nie przypadła mi do gustu. Jej aktorstwo pozbawione jest wyrazu, minimalistyczne i momentami irytujące, choć być może to tylko kwestia moich osobistych preferencji. Na uwagę zasługuje za to Silas Weir Mitchell, godnej postawy aktor wprawił w ruch postać wspomnianego wcześniej Monroe, chyba najsympatyczniejszego bohatera występującego w tej historii. Nie tylko zapewnia nieodzowny „element humorystyczny”, ale kiedy trzeba, potrafi być odpowiednio poważny i intrygujący. Odwala naprawdę dobrą robotę. Jest jeszcze Sasha Roiz grający kapitana policji –  elegancki, surowy i tajemniczy bohater urasta z czasem do rangi bardzo ważnej postaci. Sasha naprawdę nieźle sobie radzi. Jest jeszcze wiele istotnych dla historii postaci, ale osobiście nie uważam, by którakolwiek z nich zarówno aktorsko, jak i fabularnie zasłużyło sobie na miejsce w tym akapicie, choć poniżej pewnego poziomu rzecz jasna ich gra lub rys nie spada.

Jako że Grimm jest serialem fantasy, praktycznie w każdym odcinku widzimy efekty specjalne – szczególnie mam tu na myśli przemianę bestii. Z tym bywa różnie. Jakościowo i technologicznie, jak na serial, jest na pewno dobrze, lecz niektóre stwory po prostu już w procesie projektowania zostały chyba zrobione niezbyt starannie, ponieważ czasem zwyczajnie śmieszą, a nie straszą. W tym aspekcie mogłoby być sporo lepiej, ale źle nie jest, a zdarzyło się też kilka perełek, jak np. pewien ognisty golem.

 10

Reszta strony technicznej prezentuje się porządnie. Brak tu scen i ujęć, które zapamiętamy na lata, ale zarówno ich realizacja i późniejszy montaż dobrze spełniają swoje zadanie. Zawarte w większości odcinków sceny walki są naprawdę okej. Sceneria jest całkiem przyjemna, szybko polubiłem Portland (przynajmniej nie oglądamy po raz kolejny Nowego Jorku…). Oprawa muzyczna nie jest specjalnie charakterystyczna, a szkoda, gdyż klimat z pewnością wiele by zyskał na odpowiedniej ścieżce dźwiękowej.

O wielu jeszcze aspektach serialu chciałbym napisać, ale chyba należałoby powoli zmierzać ku podsumowaniu. Dosyć trudno jednoznacznie ocenić „Grimm”. Różnica między pierwszym, a drugim sezonem jest naprawdę duża. Pierwszy to całkiem przyjemna rzecz, którą w wolnej chwili niby obejrzeć można, ale bez specjalnego zaangażowania w to, co się dzieje na ekranie. W przypadku drugiego sezonu, sprawa wygląda zupełnie inaczej. Jakkolwiek, osoba planująca zainteresować się historią Nicka, raczej obejrzy pierwszy sezon – należy tylko pamiętać, że w perspektywie czeka dużo lepsza seria druga. Ostatecznie stwierdzam, że to dobry serial, nie będący niczym oryginalnym i szalenie wciągającym (przynajmniej na początku), ale oferującym naprawdę godną porcję rozrywki. Trochę za mało mrocznej (biorąc pod uwagę materiał źródłowy), ale przyjemnej. Fani „Supernatural” oraz „Once Upon a Time”, o ile szukają podobnych klimatów, powinni się zainteresować. Inni również, ale jak wspominałem – gdy oczekują rozrywki, a nie kolejnego serialu, który wpiszą do listy swoich ulubionych. Takim serialem „Grimm” może zostać w trzecim sezonie, o ile zachowa tak dobrą tendencję wzrostową.

Serial oceniam na 4. Plus dałem na zachętę, w pewnym sensie jako kredyt zaufania dla twórców.

4,5

Reklamy

From → Seriale

7 Komentarzy
  1. Zatrzymałam się na trzecim odcinku. Serial wydał mi się nudny, główna postać jest miałka psychologicznie i ogólnie miałam wrażenie jakby było to tanie połączenie Supernatural i Once Upon a Time. Pochwała drugiego sezonu kusi mnie do powrotu i dania Grimmowi drugiej szansy.

    • Rzeczywiście, pierwszy sezon, a przede wszystkim pierwsze odcinki są miałkie, ale „Grimm” nabiera charakteru z czasem, więc moim zdaniem jak najbardziej warto dać mu szansę.

      • Dobrze zatem, usiądę ponownie. W wakacje zawsze i tak jestem na serialowym głodzie ;) po nadrobieniu więcej podzielę się wrażeniami!

  2. Cieszę się, że dałeś się wciągnąć i popełniłeś recenzję do której ja od roku nie mogę się zebrać:) Potwierdzam, naprawdę warto się zabrać za ten serial. I dobrze wiedzieć siadając do niego, że pierwsze odcinki są najsłabsze. Ale im dalej tym lepiej, ze szczególnym uwzględnieniem mitologii serialu. Fajna rzecz, szczególnie jak kogoś tak ja mnie przeraża perspektywa nadrabiania 150 serii „Supernaturala”

  3. Czesiek_PL permalink

    Widzę kolejną pochlebną opinie o drugim sezonie Grimm. Może w końcu się przekonam i sprawdzę dalej bo stanąłem gdzieś w połowie S01. Angel w końcu też w pierwszym sezonie nie zachwycał, a potem się pięknie rozkręcił.

  4. serial ok ale 4 seon z nowym grimmem i 5 sezon to jest porazka jak mi sie podobal tak przestalam z dnia na dziec …

    • Toranixo permalink

      Gdybym mógł cofnąć czas, zatrzymał bym się na 3 sezonie. Kolejne odcinki to pogwałcenie tak dobrego pomysłu na serial.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: