Skip to content

Recenzja „Deponii”, czyli kraina smarem i olejem płynąca

Sierpień 30, 2013

box

Niemieccy twórcy z Daedalic Entertainment już jakiś czas temu wyrośli na znane i szanowane studio w świecie przygodówek. Ich tytuły przyciągają graczy klasycznym podejściem do rozgrywki, świetną dwuwymiarową grafiką i specyficzną atmosferą. Z przyjemnością zapoznaję się z wydanymi przez nich grami. Ostatnio zachęcony promocją, skusiłem się na Deponię.

Założenia fabularne w ogólnym zarysie zastanawiająco mocno przypominają wchodzący właśnie na ekrany film Elizjum (żeby była jasność, opisywana gra wyszła na początku 2012 roku). Oto mamy planetę – tytułową Deponię. Nie jest ona zbyt przyjemnym miejscem do życia, wyobraźcie sobie połączenie światów Borderlands z Mad Maxem i pomnóżcie ilość zardzewiałego złomu przez 20. Właśnie tak, Deponia to jedno, wielkie złomowisko, przez które przepływają rzeki smaru. Nad głowami mieszkańców znajduje się latające miasto Elizjum. Zupełne przeciwieństwo Deponii. Elizjum jest w głowach mieszkańców planety wyidealizowanym rajem, do którego nie sposób się dostać. Przynajmniej tak myśli większość, do której nie zalicza się główny bohater, Rufus.

1
Rufus jest na tyle specyficzną postacią, że zdecydowanie zasługuje na oddzielny akapit. To marzyciel, a przy okazji irytujący huncwot i bezproduktywny leń, który w życiu nie skalał swoich rąk uczciwą pracą. Postać wzbudza spore kontrowersje wśród graczy. Większość komentarzy i recenzji wyraża się o nim raczej negatywnie. Oto mamy totalnego nieroba, który na dodatek jest złośliwy i przemądrzały. Przyznam jednak, że Rufus jest dla mnie całkiem fajnie zarysowaną postacią. Ileż razy można grać cynicznymi draniami, którzy pod skorupką cwaniaka mają złote serce? Rufus jest inny, to zwykły złośliwiec, który nie przegapi żadnej szansy, by dopiec innym. Naprawdę raduje mnie, że typowe dla przygodówek wielokrotne kradzieże i mniej lub bardziej przypadkowe złośliwości, które robimy innym, są uzasadnione fabularnie – Rufus to skurczybyk i tyle. Tak czy inaczej, nasz bezrobotny ma już dość ciągłych narzekań byłej dziewczyny (u której mieszka) o jego bezużyteczności, nieodpowiedzialności i niedojrzałości. Ma dość samej Deponii jak i jej mieszkańców. Gardzi nimi i nie widzi absolutnie nic złego w robieniu sobie z nich żartów, kradzieży czy innych nieakceptowalnych w społeczeństwie aktywności.

Całymi dniami szuka sposobu na dostanie się na Elizjum – które jak uważa, jest miejscem, do którego będzie pasował. Poznajemy go podczas kolejnej próby wystrzelenia się w stronę Elizjum. Znajomi Rufusa niezbyt wierzą w powodzenie jego działań (choć mają go dość, więc z całych sił trzymają za nie kciuki), ale o dziwo – naszemu bohaterowi częściowo się udaje, jednak w wyniku pewnych komplikacji z powrotem spada na Elizjum, a razem z nim piękna Elizjanka Goal. Oczywiście nie dość, że Rufus od razu wczuł się w rolę wybawiciela pięknej dziewojoi, to widzi w niej swoją szansę na dostanie się na Elizjum. Scenariusz jest niestety skonstruowany w trochę nieprzemyślany sposób. Przez ¾ czasu nie dzieje się fabularnie praktycznie nic, a dopiero pod koniec historia nabiera rozpędu. Niestety, podobnie jak w przypadku innej przygodówki tych twórców – A New Beginning, wszystko na końcu robi się odrobinę za bardzo zagmatwane. Rzecz nie w tym, że trudno nam wszystko ogarnąć, ale mimo faktu, że przez większość rozgrywki chciałem, by przygoda trwała jak najdłużej, to pod koniec zwyczajnie miałem dość i czekałem tylko na napisy końcowe. Za każdym razem gdy myślałem, że to już koniec, autorzy dodawali coś jeszcze. Dzieje się za dużo i za szybko. W odniesieniu do reszty gry, gdzie historia praktycznie stoi w miejscu, odczułem bardzo nieprzyjemny kontrast.

5
Świat zarysowano kapitalnie. Sam pomysł na świat zbudowany na śmieciach być może nie jest jakoś szalenie oryginalny, ale dzięki świetnemu wzornictwu i naprawdę ślicznych widokach całość robi duże wrażenie. Kreska Deponii posiada swój specyficzny styl i naprawdę cieszy oko. Podobnie wygląda sprawa z projektem postaci, które wyglądają po prostu świetnie. Drobnym problemem są tylko animacje, które wyglądają bardzo dobrze, ale czasem odnosiłem nieprzyjemne wrażenie, że tu i ówdzie brakuje kilku klatek.

Mieszkańcy Deponii są interesujący nie tylko ze względu na nietuzinkowy wygląd – równie dobrze, a może nawet i lepiej prezentują się ich charaktery i głosy. Każda napotkania podczas wędrówki persona posiada jakieś charakterystyczne cechy, interesującą historię do opowiedzenia i zapada w pamięć. Naprawdę rzadko się zdarza, bym po skończeniu gry pamiętał praktycznie wszystkich bohaterów, nawet tych, którzy zagościli na ekranie tylko przez chwilę. Wszystkiego dopełnia kapitalny dubbing. Nie ma tu mowy o sztywności, czy przesadzonym graniu głosem. Dialogii są dobrze napisane i jeszcze lepiej zagrane – zabawne i naturalne. Jestem wzrokowcem, więc zazwyczaj grając czytam tekst i przeklikuję głosowe wypowiedzi postaci. Tym razem z przyjemnością słuchałem rozmów. Muzyka także robi niezłe wrażenie, choć po pewnym czasie staje się nużąca (nagrano za mało utworów), ale duży plus za ballady na początku każdego rozdziału. Próbkę możecie przesłuchać poniżej.

10
Czas przejść do sedna, czyli zagadek i ogólnie pojętej rozgrywki. Czuć tu ducha klasycznych przygodówek od LucasArts. Od czasu do czasu stawia się przed nami zadania, których rozwiązanie na pierwszy rzut oka jest niedorzeczne – zagadki opierają się głównie na interakcji z przedmiotami i wymyślaniu najróżniejszych, prowizorycznych urządzeń. Inwencja i nietuzinkowe myślenie z pewnością się przyda. I mimo, jak wspomniałem, czasem nieco zakręconych pomysłów twórców, nie napotkałem zbyt wielu problemów podczas gry. Prędzej czy później wymyśliłem rozwiązanie, lub (przyznaję się) wpadałem na nie przypadkowo, próbując połączyć różne przedmioty. Zgodnie z ostatnią modą, bez problemowo można podświetlić interaktywne elementy lokacji, co zdecydowanie zmniejsza szansę na zacięcie się. I tu podpowiedz – Deponia to jedna z niewielu przygodówek, w której dialogi naprawdę zawierają przydatne wskazówki, a biorąc pod uwagę zachwalany wcześniej dubbing, dokładne ich przesłuchiwanie i czytanie na pewno nie jest męczące, więc nie będzie to problemem. Pozostaje jeszcze kwestia łamigłówek – garstka takich się znajdzie, ale nie powiem, by były specjalnie przyjemne czy pomysłowe. Większość z nich jest łatwa i właściwie nie wymaga większego wytężenia mózgownicy, może oprócz jednego wyjątku, jednak w razie problemów może większość takich momentów pominąć. W ostatecznym rozrachunku małą ilość tego typu zagwozdek i ich niezbyt wysoki poziom stawiam po stronie minusów. I tu muszę jeszcze chwilę ponarzekać. Produkcja posiada sporo bugów, w większości drobnych i niegroźnych, ale przynajmniej raz zdarzyło mi się, że zwyczajnie nie mogłem rozwiązać łamigłówki – gra, gdy ją rozwiązałem, odpalała cut scenkę, po której przerzucała mnie z powrotem do tej samej lokacji przez rozpoczęciem układanki . Gdyby nie możliwość pominięcia tej konkretnej zagadki, być może nigdy bym Deponii nie skończył.

Przyznać muszę, że grało mi się w Deponię przyjemnie. Uwielbiam staroświecką grafikę 2D, przygody przepełnione humorem i ciekawymi postaciami, ale trzeba niestety powiedzieć, że nie wykorzystano potencjału jakie dawały założenia fabularne i sam świat przedstawiony. Na początku sądziłem, że w obrębie przygodówek, możemy mieć do czynienia z prawdziwym hitem. Niestety z biegiem czasu mina mi zrzedła. Z drugiej strony jestem ciekawy, co twórcy wysmażyli w części drugiej (zakończenie jest dosyć brutalnie ucięte w najciekawszym momencie) i z pewnością niedługo się o tym przekonam. Niewiele trzeba byłoby w przygodach Rufusa zmienić, by ocena mocno poszybowała w górę. A trudno mi huraoptymistycznie ją oceniać, gdy w pewnym momencie już nie miałem ochoty siedzieć przed monitorem. Deponię polecam przede wszystkim fanom gatunku – to przyjemna w odbiorze produkcja, oferująca około 8-10 godzin przepełnionej całkiem niezłą dawką humoru rozgrywki. Zakup warto rozważyć. Szczególnie, że gra nie jest specjalnie droga.

3,5

Advertisements

From → Gry

4 komentarze
  1. Interesowałem się swego czasu tą grą, ale słysząc narzekania na bubkowatego bohatera skreśliłem ją z listy. Może gdzieś, kiedyś, na jakiejś wyprzedaży… Nie przepadam za wrednymi bohaterami – no, chyba że w pewnym momencie zostają za swoją wredotę ukarani i przeżywają wewnętrzną przemianę :D Jedno trzeba przyznać – grafika wygląda przepięknie. Uwielbiam taki rysunkowy styl.

    • Może to dziwnie zabrzmi odnośnie gry przygodowej, ale dla tej konkretnej naprawdę warto zagrać dla grafiki ;)
      A co do bohatera – cóż, nie chcę za dużo zdradzać, ale wydaje mi się, że coś się w tym aspekcie (tzn. przemiany bohatera) dzieje i pewnie zostanie to uwypuklone w kolejnej części.Na pewno warto, a na wyprzedaży to już na pewno.

  2. Zarówno humor jak i wygląd zdecydowanie mi pasują! Główny bohater też wydaje się bardzo interesujący. Będę obserwować wyprzedaże pod kątem tego tytułu :)

    • Ogólnie polecam przygodówki Daedalic Entertainment (choć pewnie większość znasz), zawsze można od nich oczekiwać przynajmniej porządnej gry. No i ślicznej grafiki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: